Klania sie Lech Bajan z Washington DC USA
Moja uwaga jesli chodzi o pomoc spoleczna
TO bylo tylko okolo 30 do Maximum 40 milionow zlotych.
Po dzisiejszej wymianie wolnego rynku to tylko $18.5 milionow dolarow
Live rates at 2008.06.22 15:41:49 UTC
40,000,000.00 PLN = 18,543,414.77 USD
Poland Zlotych United States Dollars
1 PLN = 0.463585 USD 1 USD = 2.15710 PLN
Ta dzisiejsza burza spowodowana przez Platforme Obywatelska i Unie Europejska
to sprawdzona metoda obnizenia wartosci POLSKICH STOCZNI.
Tak "SPRZEDAC I JESZCZE DAC IM NA ZAKASKE" to slowa Andzrzeja Lepera.
Jaki on tam nie byl ale powiedzial swieta prawde. Jak to dziala.
Mozna byloby zrobit inaczej.
Popatrzmy na potencjalne mozliwosci rozwoju przemyslu Polskich Stoczni w powiazaniu z polskim przemyslem hutniczym, zbrojeniowym I budownictwem.
1. Jest teraz na swiecie najlepsza koniunktura na zamowienia przemyslu stocznopwego! To jest niezaprzeczalna prawda.
Sytuacja geopolityczno - ekonomiczna i zapotrzebowanie krajow jak Emiraty Arabskie Dubai, Chiny Indie, Stany Zjednoczone.
W samych tylko Emiratach jest 60% wszystkich dzwigow do budownictwa na swiecie. Trzeba czeka mozliwosci exportu sa nieograniczone.
Mozliwosci producji kontenerow, dzwigow ( w chwili obecnej potrzeba czekac jeden rok na wynajem dzwigu ) to jest nicza w powiazaniu z producja i remontem statkow.
2. Mozliwosci napraw i remontow statkow NATO i floty Stanow Zjednoczonych. Tak jestesmy w Iraku, Afganistanie, Kosowo, Wzgorza Golan, w Africe a co mamy z tego jesli obecny rzad nie pyta
Prosimy o kontrakty! Dobre kontrakry- nie te kiedy pod presja polytyczna SLD stocznie polskie podpisaly kontrakty calkowicie skazane na straty. Tylko pytanie czy to bylo celowe
Zeby zadac ten finalny strzal w piers naszych polskich stoczni?
Nasi politycy jak Sikorski i Tusk nigdy o to nie zabiegaja o dobre kontrakty, ktore mozna dostac.
3.Mozliwosci producji kontenerow, dzwigow ( w chwili obecnej potrzeba czekac jeden rok na wynajem dzwigu )
4. Kazdy nowy kontract trzeba sprawdzac pod wzledem ekonomicznym a nie politycznym.
Notowac kazdego polityka wywierajacego jakakolwiej presje polityczna.
Potential Investors for Polish Yards
19 June 2008, 11:14 / SeaNews / Rating: 52
Two companies have expressed their interest
Two foreign investors have declared interest in buying two Polish shipyards. According to Fairplay, the Norwegian shipyard Ulstein Verft AS wants to purchase the "Nowa" Shipyard in Szczecin, and the company ETA Ascom Star from Dubai, is interested in buying the Gdynia Shipyard. The Norwegians said that soon a letter of intent regarding the transaction should be expected.
By June 26, the Polish government has to present before the EC a plan for the restructuring of Gdansk Shipyard and privatisation of the shipyards in Gdynia and Szczecin. Should they fail to do so, each shipyard may lose €500M ($775M) received in state aid since Poland's accession to the EU in May 2004.
But Jacek Kantor, who heads the union at Stocznia Szczecinska Nowa [New Szczecin Shipyard] told Fairplay that Ulstein Verft AS was "not in the first place" in the ranking of potential investors. He also said that his union would prefer a "domestic" investor for the company.
And Krzysztof Piotrowski, former CEO of Stocznia Szczecinska Porta Holding [which used to run the yard] said that he "wouldn't bet" on Ulstein Verft coming to an agreement with the Polish treasury before June 26th. "This company has been interested in Stocznia Szczecinska for about ten years but it never came to anything," he said, adding that the shipyard's ambigious legal situation would continue to hamper the yard's privatisation.
Sunday, June 22, 2008
Friday, June 20, 2008
MORSKA SZTUKA WOJENNA DOMINIUM MARIS BALTICI A NARODZINY dostep DO MORZA NASZEGO BALTYKU
MORSKA SZTUKA WOJENNA DOMINIUM MARIS BALTICI A NARODZINY dostep DO MORZA NASZEGO BALTYKU

MORSKA SZTUKA WOJENNA DOMINIUM MARIS BALTICI A NARODZINY POLSKIEJ
MORSKIEJ MYŚLI WOJSKOWEJ
Bolesław Krzywousty
Mlodszy syn Wladyslawa Hermana i jego drugiej zony Judyty, ksiezniczki czeskiej urodzil sie w r. 1086. Pierwsza jego zona byla Zbyslawa, corka ksiecia kijowskiego Swietopelka II. Po jej smierci pojal Salomee, corke hrabiego Bergu. Przejawial duze talenty polityczne i wojskowe. Boleslaw za zycia ojca byl wladca dzielnicy slasko-malopolskiej. Po jego smierci podlegal poczatkowo starszemu bratu Zbigniewowi w latach 1102-1106. Boleslaw powodowany ambicja, jak tez checia zjednoczenia panstwa wszczal walki ze Zbigniewem uzyskujac rychlo przewage. Obawiajac sie Zbigniewa, kazal go oslepic. Nawet uwielbiejacy Boleslawa Krzywoustego Gall Anonim nazwal to "zbrodnia i grzechem". Cesarz niemiecki Henryk V wykorzystal ten czyn jako pretekst do najazdu na Polske. Najazd Niemcow zjednoczyl spoleczenstwo wokol Boleslawa, jako obroncy niezaleznosci panstwa. Cesarz nie zdolal zdobyc ani bohatersko broniacego sie Glogowa ani Wroclawia. Kleska na Psim Polu zmusila go do odwrotu. Dzielem Boleslawa Krzywoustego bylo takze odzyskanie Pomorza. Po kilkuletnich zaciekle prowadzonych walkach Polska uzyskala dostep do morza od wyspy Rugii na zachodzie do ujscia Wisly. Obok wielu sukcesow doznawal jednak Boleslaw Krzywousty niepowodzen. Bunt wojewody Skarbimierza w r. 1117 i pozniejsza niepomyslna wojna z Wegrami w r. 1132 nie dozwolily mu ukoronowac sie na krola. W r. 1135 musial nadto zlozyc cesarzowi Lotarowi w Merseburgu hold z Rugii i Pomorza. Najwieksza jednak kleska Krzywoustego byl fakt, ze walczac cale zycie o zjednoczenie Polski i jej calkowita niezaleznosc polityczna, musial przed smiercia w r. 1138 zrezygnowac z tych idei, ulegajac coraz silnieiszym dazeniom odsrodkowym. Wbrew wlasnemu przekonaniu podzielil kraj pomiedzy synow. Najstarszy Wladyslaw otrzymal Slask, Boleslaw Kedzierzawy Mazowsze i Kujawy, Mieszko Stary Wielkopolske, a Salomea, przy ktorej pozostawali nieletni Henryk i Kazimierz, dostala dzielnice leczycka. Aby jednak mimo podzialu utrzymac jednosc panstwa, ustanowil Boleslaw zasade pryncypatu czyli zwierzchnictwa. Wielkim ksieciem mial byc najstarszy z rodu, i jemu na znak wladzy przypadala w udziale dzielnica wielkoksiazeca z Krakowem jako stolica, oraz zwierzchnictwo nad Pomorzem. Boleslaw Krzywousty pochowany zostal w Plocku.
Polska od wieków wiązała swe istnienie z morzem. Zainteresowanie nim rosło wraz z kształtowaniem się państwa. Świadectwem tego jest już dążenie pierwszego władcy polskiego Mieszka I i jego syna Bolesława Chrobrego do oparcia granicy o Bałtyk. Pierwszy założył gród gdański, a drugi przez fundowanie biskupstwa w Kołobrzegu w 1000 r. oraz przeprowadzenie w tymże mieście pierwszych symbolicznych zaślubin z morzem, w trakcie których wrzucono do Bałtyku cztery poświęcone głazy, zakładał trwałe fundamenty pod swoje panowanie. Obaj władcy dążyli do rozciągnięcia i utrwalania panowania na wybrzeżu od delty Odry do delty Wisły.1 Ich następcy, a szczególnie Bolesław Szczodry i Bolesław Krzywousty stawiali sobie cele podobne. Jednak ze względu na brak źródeł trudno mówić o jakiejś polityce morskiej. Książęta polscy dążąc nad Bałtyk pragnęli poszerzyć swe terytorium. Często występowali zaczepnie o władztwo nad tymi obszarami. Przykładem tych wystąpień są znane bitwy pod Svoldern w 1000 r., wyprawy na Robe w 1014 r. czy Haithabu w 1043 r. oraz zdobycie Kołobrzegu w 1103 r.. 2 Niezwykle śmiała była natomiast wyprawa szczecińskiego księcia Racibora I na odległą Konungahelę w roku 1136, w której wzięło udział około 14 000 zbrojnych, w tym 1300 jezdnych zaokrętowanych na 650 okrętach.3 W akcji tej, jak i wcześniejszych uczestniczyły siły polskie bądź jako samodzielne związki operacyjne, bądź w składzie flot sojuszniczych działających przeciw wspólnemu wrogowi. Morska działalność pierwszych Piastów była częścią wspólnego systemu organizacyjnego państwa, przeznaczoną do obrony jego interesów morskich i dysponującą zarówno okrętami, jak i siłą zbrojną oraz bazami w postaci twierdz portowych, zabezpieczających potrzeby zaopatrzeniowe, remontowe i łączności, a więc wszystkimi elementami składającymi się na flotę wojenną. Istnienie silnej floty wojennej we wczesnofeudalnym państwie polskim dobitnie świadczyło o orientacji morskiej w czasach pierwszych Piastów.4
Odepchnięcie Polski od Bałtyku nastąpiło w wyniku rozbicia dzielnicowego i tym samym osłabienia władzy centralnej, ale również przemian społeczno-gospodarczych i dopuszczenia do inwazji żywiołu niemieckiego na tereny nadbałtyckie oraz sprowadzenia Krzyżaków.5
W zjednoczonym przez Władysława Łokietka państwie polskim w 1320 r. zabrakło dostępu do morza. Usiłowania powrotu nad Bałtyk nie dały rezultatu aż do połowy XV wieku.
Dopiero rozpoczęcie przez Kazimierza Jagiellończyka w roku 1454 walki o odzyskanie Pomorza wykazało, że podstawowym warunkiem realizacji określonej polityki morskiej było posiadanie zarówno odpowiedniego dostępu do morza, jak i stosownego potencjału morskiego. Chociaż wojna trzynastoletnia6 była wojną typowo lądową, to jednakże Kazimierz Jagiellończyk, jak i przedstawiciele Związku Pruskiego z Gdańskiem na czele rozumieli doskonale, że choć rozstrzygnięcie w tej wojnie musi zapaść na lądzie, to przecież nie da się go osiągnąć bez uprzedniego zwycięstwa na morzu. Wynikało to z faktu, że państwo krzyżackie, otoczone na lądzie posiadłościami Polski i Litwy, skazane było jedynie na łączność drogą morską ze swymi sprzymierzeńcami. Utworzenie floty wojennej stało się, więc pilną koniecznością, bez której trudno było liczyć na zwycięstwa.
W roku 1455 rajcy Gdańska zwrócili się do Kazimierza Jagiellończyka z prośbą o zgodę królewską na wystawienie floty kaperskiej.7 Taki system tworzenia flot wojennych był powszechnie stosowany w ówczesnej Europie, gdyż był nie tylko tani, jeżeli chodzi o nakłady finansowe, ale i zyskowny, zarówno dla armatorów i kaprów, jak i dla władców czy rad miejskich.
8 stycznia 1456 r. król w wystosowanym do Lubeki liście oznajmił, że z nadchodzącą wiosną wyśle naves nostras („nasze okręty") przeciw swoim nieprzyjaciołom.8 Data ta jest zdaniem autora początkiem narodzin polskiej morskiej myśli wojskowej. Wystawiane zaś od 1460 r. listy kaperskie,9 w których rada gdańska podkreślała, że kaprowie wysyłani są na rozkaz króla polskiego, który zapewniał ich działalności swoje zwierzchnictwo i opiekę, stanowią kolejny dowód.
Pod względem wojskowym działania prowadzone przez floty kaperskie Gdańska i Elbląga w czasie wojny trzynastoletniej wyraźnie wykazały wyższość i większą skuteczność polskich środków i sposobów walki nad krzyżackimi. Jednym z dowodów wyższości sztuki wojennej polskich sił morskich była bitwa stoczona 15 września 1463 r. na wodach Zatoki Świeżej, bo tak nazywano wówczas Zalew Wiślany, w której zastosowany przez flotę polską szyk „półksiężyca" różnił się od szyków bojowych używanych dotąd we flotach miast hanzeatyckich, a w tym krzyżackich. Floty te stawały do bitwy w szyku „klina", „czołowym" lub kolumn torowych, podczas gdy jednostki polskie zastosowały jednoczesne uderzenie z trzech stron, tj. z obu skrzydeł i centrum.10
Kolejnym dowodem były przykłady zorganizowania współdziałania polskich sił morskich z wojskami lądowymi broniącymi się w miastach oblężonych przez oddziały zakonne lub też zdobywającymi twierdze obsadzone przez Krzyżaków, jak to miało miejsce w walkach o Puck w roku1464, kiedy skuteczna blokada od strony morza w dużej mierze zadecydowała o powodzeniu oblężenia prowadzonego przez oddziały polskich wojsk lądowych.11 Był to pierwszy sukces taktycznego współdziałania floty i wojska, dzięki któremu zdobyto tak silną nadmorską twierdzę. Niemal w 200 lat później, w ten sam sposób Puck został odbity z rąk szwedzkich.
Działalność polskiej floty kaperskiej w czasie wojny trzynastoletniej odegrała poważną rolę w całokształcie przebiegu działań i w decydujący sposób przyczyniła się do klęski zakonu krzyżackiego. W wyniku II pokoju toruńskiego w 1466 r. przywrócono władanie Polski nad Bałtykiem. Odzyskany odcinek wybrzeża nie był długi. Granica morska ciągnęła się od ujścia Łaby do połowy Mierzei Wiślanej, czyli wynosiła w linii prostej nie więcej niż 150-200 km. W stosunku do granic lądowych wynosiła ona ok. 5-6%. Był to jeden z powodów słabego zainteresowania władców, a także i ich rady a następnie sejmu, potrzebą jej zabezpieczenia. Ponadto sądzono, iż ataku z morza nie będzie, bo nieprzyjaciół na północy nie obawiano się.12
Kazimierz Jagiellończyk nie doceniając korzyści i znaczenia sprawowania władzy nad Bałtykiem, zrezygnował z aktywnej polityki morskiej nadając liczne przywileje Gdańskowi, które miały moc obowiązującą aż do roku 1793. Te przywileje zwane privilegia Casimiriana zlecały miastu troskę o bezpieczeństwo wybrzeża, a ponadto zapewniały pośrednictwo w wymianie międzynarodowej drogą morską. Równocześnie król oddał Gdańskowi część Mierzei Wiślanej aż po granicę z państwem krzyżackim oraz nadał kilka wsi wokół miasta. Sobie zastrzegł prawo wprowadzania ceł morskich oraz prawo zamykania i otwierania portu.13 W przyszłości, swoista interpretacja tego przywileju przez Gdańszczan, doprowadzała do ustawicznych konfliktów z władcami Polski.
Zygmunt Stary jako pierwszy król Polski docenił posiadanie własnej floty wojennej. On też po raz pierwszy w naszych dziejach wstawił zaniedbaną sprawę budowy floty do programu polityki państwowej. Utworzona flota królewska liczyła kilkanaście jednostek średniej wielkości i głównym jej celem było zwalczanie linii komunikacyjnych Moskwy, Krzyżaków i Duńczyków.14 Dla podkreślenia odrębności tej floty król sam wystawiał listy kaperskie, w których załogi okrętów kaperskich nazywał milites nostri maritimi („nasi żołnierze morscy").
Pierwsza wzmianka o królewskim „żołnierzu morskim" pochodzi z 1517 r., kiedy to kapitan Adrian Flint został zatrzymany przez Duńczyków w Wyborgu. Zygmunt zażądał wtedy nie tylko zwolnienia Flinta i jego 12 ludzi, ale również okrętu kapitana i zdobycznej jednostki wraz z towarem, stwierdzając, że Flint za jego pozwoleniem zagarnął Moskali na morzu.15
Działalność „żołnierzy morskich" Zygmunta Starego trwała tylko kilka lat. Po zakończeniu kolejnej wojny z zakonem krzyżackim i zawarciu rozejmu z Moskwą w 1522 r., niepotrzebną już flotę kaperską rozwiązano.16 Odtąd już do końca swego panowania król nie widział potrzeby wznowienia działalności morskiej, gdyż w jego planach flota nie odgrywała żadnej roli jako czynnik umacniający dostęp Polski do morza i zapewniający obronę granic morskich oraz zamorskiego handlu Rzeczypospolitej. Wymownym przejawem niedoceniania spraw morskich była też rezygnacja w roku 1526 z części Półwyspu Helskiego na rzecz Gdańska. Tym samym Rada Miejska Gdańska kontrolowała całe Wybrzeże polskie, bo dzierżawiła także od króla starostwo puckie. 17 Sytuacja ta powodowała, iż główna uwaga gdańszczan koncentrowała się na uprawianiu pośrednictwa i obronie monopolu ludności Gdańska dla jego uprawiania. 18
Jagiellonowie odzyskując Pomorze nie doceniali więc korzyści i znaczenia sprawowania faktycznego władania nad Bałtykiem, oddając je mieszczanom, ufając w ich dobrą wolę.
Opracowanie programu polskiego „dominium maris Baltici" zakładającego rozbudowę floty wojennej i sprawowaniu władzy zwierzchniej nad wybrzeżem i wodami terytorialnymi wiązane było z aktywną polityką Zygmunta Augusta na Bałtyku.19 Celem tej polityki było między innymi rozbudzenie świadomości morskiej szlachty. Władca ten, chcąc uniezależnić się w zmaganiach o Inflanty od Gdańska przeniósł 27 lutego 1567 r. bazę nowej floty kaperskiej do Pucka. Zwierzchnictwo nad flotą powierzył początkowo dwóm komisarzom, a potem staroście puckiemu Janowi Kostce. Fakt ten wpłynął na rozwój gospodarczy miasta. Odtąd miasto stało się arsenałem i twierdzą morską. 20 Rozpoczęto tu również w późniejszym okresie budowę okrętów wojennych.
Jan Kostka przygotował plan rozwoju floty królewskiej. W tym celu zamierzał rozbudować port w Pucku, aby być całkowicie niezależnym od Gdańska. Puck został więc wykupiony spod zastawu rady gdańskiej. Jednak na skutek interwencji Gdańska projekt upadł.21
Flota królewska zwana też flotą strażników morza liczyła początkowo ok. 10 jednostek, ale z czasem powiększyła się do ok. 30 okrętów, głównie galeonów i pinek, na których pełniło służbę ok. 1000 marynarzy. Spowodowało to konieczność utworzenia specjalnej instytucji, która kierowałaby całokształtem spaw morskich. 24 marca roku 1568 król powołał Komisję Morską, pierwszy w naszych dziejach organ administracji i gospodarki morskiej. Komisja spełniła również rolę pierwszej admiralicji.22 Była więc naczelnym organem państwowym do spraw morskich pierwowzorem ministerstwa żeglugi. Na siedzibę komisji wyznaczono dom królewski w Gdańsku. Jej przewodniczącym z woli króla, został Jan Kostka.23
W tym czasie flota królewska nadal bazowała w Pucku, który był siedzibą starostwa i głównym portem rybackim w Zatoce Gdańskiej. Przenosząc flotę do Pucka król Zygmunt August nakazał zarazem radzie gdańskiej przekazywanie do tego portu wszystkich nieprzyjacielskich statków zatrzymanych w Gdańsku. W związku z tym w latach 1565-1568 sprawami zdobytych statków zajmował się sąd w Pucku. Podyktowane to było również faktem, że komisarze morscy byli zbyt zajęci ogólnymi sprawami, a poza tym rada gdańska nie chciała, aby sądy morskie odbywały się w Gdańsku, gdyż powodowało to zatargi z krajami, do których należały zdobyczne statki. Z zachowanych ksiąg sądowych wynika, że w 1566 r. zdobyto co najmniej 15 statków holenderskich, duńskich, angielskich i hamburskich, a także kaprów szwedzkich. Natomiast w roku 1568 flota polska zdobyła ponad 20 statków, mimo iż w większości płynęły one w konwojach, aby w ten sposób móc skuteczniej bronić się przed atakami polskich okrętów.24
Chociaż bazą floty pozostawał Puck, to okręty królewskie zachowały prawo korzystania z portu gdańskiego w wyjątkowych wypadkach. Między innymi wobec przeważających sił wroga chroniły się pod osłoną armat latarni. Co prawda port pucki obwarowano i ustawiono armaty, ale był on portem otwartym, a zatem znacznie trudniejszym do obrony. Płytkie wody zatoki, zamarzające zimą, oraz konieczność ciągłego lawirowania wśród licznych mielizn Zatoki Puckiej były dodatkowym utrudnieniem.
W połowie czerwca 1568 r. silna burza zmusiła królewską flotę kaperską pod dowództwem Mateusza Scharpinga do schronienia się w Gdańsku. Szukając pożywienia kaprzy dokonali kradzieży drobiu i chociaż 11 winnych zostało uwięzionych przez dowódcę floty w celu ukarania ich przez Komisję Morską, to burmistrz gdański Ferber nakazał zabranie ich siłą z okrętów i skazanie na śmierć przez ścięcie. W następstwie tego drastycznego pogwałcenia królewskiego prawa zwierzchniego nad kaprami, a także ostrzelania ogniem armatnim z lądu okrętów kaperskich oraz niewypuszczenia do Gdańska powołanej przez Zygmunta Augusta komisji pod przewodnictwem biskupa Stanisława Karnkowskiego, burmistrz został ogłoszony winnym obrazy majestatu i wezwany przed sąd królewski na sejm do Lublina.25
Epilogiem rozpatrywania na sejmie lubelskim konfliktu z Gdańskiem był wyrok, jaki zapadł 12 sierpnia 1568 r. na przedstawicieli jego władz. Wtedy też padły z poselskich ust wojewodów Piotra Zborowskiego i Jana Sierakowskiego słowa o konieczności posiadania armaty na morzu żeby się mogła dać obrona zawdy prędka.26 Natomiast na sejmie warszawskim latem 1570 r. zostały zatwierdzone słynne później Statuty Karnkowskiego, które w 67 artykułach obejmowały całokształt zwierzchnich praw króla i Rzeczypospolitej w Gdańsku, a również prawo otwierania i zamykania żeglugi oraz panowanie nad przyległym morzem, czyli dominium maris.
Tak korzystne dla sprawy polskiego „dominium maris Baltici" statuty biskupa kujawsko-pomorskiego, stanowiące swoisty program morski nie na jedno pokolenie i nie na jeden wiek wskutek pobłażliwości Zygmunta Augusta szybko stały się martwą literą. 27
Po przyjęciu Statutów Karnkowskiego w polityce królewskiej ważnym kierunkiem działania stało się opracowanie przepisów prawnych dla floty. Otóż do czasu powołania Komisji Morskiej działalność polskiej floty kaperskiej, oparta na zasadach kaperskich28 z wykorzystaniem małych statków handlowych dostosowanych do działań wojennych, była nie skoordynowana. Członkowie załóg statków, zwani strażnikami morza, dopuszczali się często nadużyć i awanturnictwa. Na ich działalność skarżyły się także państwa neutralne. Zatem powołanie Komisji Morskiej miało na celu koordynowanie działalności strażników morza oraz utrzymanie wśród nich należytej dyscypliny, aby nie uwłaczały swoim zachowaniem majestatowi królewskiemu ani symbolom, pod którymi pływały.29
Tak więc Komisja Morska stanowiła nie tylko władzę zwierzchnią wobec strażników morza, wyprawiając ich na morze z określonymi zadaniami, lecz także sprawowała nad nimi sądownictwo wojskowe i dbała o dyscyplinę oraz karność, co wyrażało się między innymi w opracowaniu i wydaniu w Warszawie 16 lipca 1571 r. artykułów morskich,30 które były odpowiednikiem artykułów hetmańskich, stanowiących regulamin dla wojsk lądowych.
Artykuły morskie, zwane Ordynacją były pierwszym regulaminem polskiej floty wojennej. Zawierały 28 rozdziałów oraz rotę przysięgi i określały szczegółowo zasady działania przy spotkaniu z nieprzyjacielem na morzu i w porcie, zadania kapitanatów i obowiązki załogi, dyscyplinę i kary na okręcie oraz zasady podziału zdobyczy, a także stosunek strażników morskich do komisarzy i urzędników królewskich.
We wstępie do artykułów wyraźnie określono też, kogo one obowiązują, i stwierdzono, że każde naruszenie regulaminów królewskich, niezależnie od funkcji, stopnia czy też tytułu osoby, która by się tego dopuściła będzie surowo karane. Kary były zaś bardzo wymyślne i niekiedy zbyt srogie w stosunku do przewinienia. Uważano jednak wtedy, iż jest to jedyny sposób, aby poskromić tych skłonnych do bijatyk i rozboju ludzi.
Artykuł I dotyczył spraw organizacyjnych, a mianowicie nakazywał każdemu posiadaczowi listu kaperskiego stawić się osobiście przed Komisją Morską i złożyć przysięgę wierności królowi zgodnie ze słowami roty, przysięgę posłuszeństwa wobec komisarzy królewskich oraz zapewnienie wykonywania wszystkich postanowień listu, instrukcji oraz pozostałych artykułów. Artykuł ten zobowiązywał też kapitanów do bezwzględnego wykonywania komend i poleceń naznaczonego przez Komisję Morską admirała flotylli.
Kolejne artykuły, a więc: II, III i IV określały jednoznacznie zachowanie się całej załogi podczas akcji bitewnej. W każdej sytuacji zobowiązywano marynarzy oraz żołnierzy piechoty morskiej okrętowanej na czas bitwy do bezwzględnego posłuszeństwa rozkazom ich przełożonych i dzielnej, nieustraszonej postawy w obliczu wroga. Każde uchybienie treści tego postanowienia miało być karane śmiercią przez powieszenie na rei bądź rozstrzelanie.
Artykuł IV precyzował karę za dezercję połączoną często z przejściem na stronę wroga. Winnego tego rodzaju przestępstwa miano utopić lub pozostawić na bezludnej wyspie.
Artykuły od V do XIII bardzo szczegółowo omawiały prawidła codziennego życia okrętowego, na które składało się: pełnienie wacht, służb i wart, a zarazem stanowiły rejestr kar, jakie groziły tym, którzy te prawidła naruszali. Za przeklinanie, obelgi i znieważanie współczłonków załogi, za marnotrawienie jadła i wody lub ich kradzież, zależnie od przewinienia, groził cały wachlarz kar, od utraty żołdu, chłosty, przywiązania do masztu, rzucania z dużej wysokości do wody, aż do kary trzykrotnego przeciągania pod stępką. Ta ostania prawie zawsze równała się śmierci. Polegała ona na tym, że przywiązywano skazanego za dłonie i nogi do liny przeciągniętej pod dnem okrętu, od burty do burty. Marynarze stojący po obu burtach trzykrotnie przeciągali linę wraz z uwiązanym do niej człowiekiem. Każde samowolne opuszczenie okrętu, zwłaszcza gdy zmuszony był on wyjść w tym czasie w morze, było karane utratą żołdu, chłostą, a nawet śmiercią. Udział w buncie lub spisku był bezwzględnie karany śmiercią. Często winowajcę wyrzucano za burtę. Wobec powszechnej nieumiejętności pływania wśród braci żeglarskiej było to równoznaczne z wyrokiem śmierci.
Artykuły XIV – XVI dotyczyły pełnienia służby wachtowej i służby wartowniczej. Wielką wagę przywiązywano do tej sprawy, toteż stawienie się do pełnienia służby w stanie nietrzeźwym karane było chłostą. Podobną karę wymierzano także za niedbałe pełnienie wachty, zwłaszcza za spanie na wachcie.
Kolejny artykuł zobowiązywał wszystkich członków załogi do bezwzględnego podporządkowania się rozkazom kapitana, a także do przyjęcia wymierzonych kar.
Artykuły XVIII – XX dotyczyły udziału marynarzy w bezpośredniej walce wręcz, postępowania ze zdobyczami i jeńcami. I tak np. po zajęciu statku nie wolno było marynarzom samodzielnie dokonywać podziału łupów, lecz nietknięty statek wraz z ładunkiem, z jego załogą oraz ewentualnymi skarbami musiał być oddany w całości Komisji Morskiej dla podjęcia ostatecznej decyzji i wydania wyroku. Komisja Morska decydowała też o losach jeńców. Tylko sprawy osób znamienitych: posłów, kupców, przedstawicieli armatorów czy też arystokratów, rozstrzygał osobiście król.
Artykuł XXI brał pod uwagę ewentualność niedotarcia okrętu strażniczego wraz ze zdobycznym pryzem, do portu macierzystego. Sztorm, awaria lub inne przyczyny mogły spowodować zawinięcie okrętu królewskiego do przypadkowego portu schronienia. Wówczas kapitan zobowiązany był zwrócić się do miejscowych władz i wspólnie z nimi sporządzić dokładny inwentarz zdobyczy, przesłać do Komisji Morskiej i dopiero po uzyskaniu jej zgody dokonać podziału łupów według obowiązujących zasad. Dokumenty o charakterze poufnym, w stanie nienaruszonym należało dostarczyć Komisji Morskiej. Inaczej było w przypadku, gdy w grę wchodziły plany działań wojennych. Wówczas kapitan miał prawo zapoznać się z ich treścią, aby uprzedzić ewentualny manewr przeciwnika.
Autorytet kapitana okrętu strażniczego wspierały kolejne artykuły: XXII – XXV, uprawniające dowódcę do bardzo surowego karania każdego przejawu nieposłuszeństwa. Kapitan przyjmował nowo zaciągających się do służby, on też był władny w każdej chwili zwolnić marynarza, jeżeli uznał, że ów źle wywiązuje się ze swoich obowiązków. Każda próba zamachu na kapitana, kwatermistrza lub bezpośredniego przełożonego w czasie trwania żeglugi, głosił artykuł XXIV, miały być bezwzględnie ukarane śmiercią. Artykuł XXV zobowiązywał wszystkich członków załogi do zachowania w tajemnicy wszystkich spraw, które wiązały się ze służbą, głównie z planowanymi i wykonywanymi działaniami o charakterze wojennym.
Wreszcie trzy ostatnie artykuły: XXVI – XXVIII dotyczyły osoby profosa, który w imieniu Komisji Morskiej odbierał przysięgę na wierność i bezwzględne posłuszeństwo od marynarzy i żołnierzy piechoty morskiej, i który, zgodnie z tradycją wraz z kapitanem w każdy poniedziałek, gdy okręt znajdował się w porcie, uczestniczył w sądzie marynarskim.31
Przytoczone postanowienia artykułów morskich stanowiły szczegółowe i przemyślane ustawy regulujące służbę na okrętach floty królewskiej. Był to jeden z najwcześniejszych na świecie regulaminów marynarki wojennej, ujmujący tak wszechstronnie i dokładnie zasady służby we flocie wojennej.
Zygmunt August starał się więc od początku tworzenia polskich sił zbrojnych na morzu nadać im cechy regularności, upatrując w tym gwarancji skutecznego działania. Był też pierwszym polskim królem, który zrozumiał potrzebę prowadzenia aktywnej polityki morskiej.32
Zygmunt August zdając sobie sprawę ze słabości floty utworzonej systemem kaperskim dążył do budowy regularnej floty wojennej. W tym celu zwołany na 6 stycznia 1572 r. do Warszawy sejm miał zająć się sprawami polityki morskiej i floty. Rozważano wniosek króla „ostatecznej", czyli stałej, a nie tylko na czas wojny flocie. Jednak okoliczności dla rozwoju floty i jej ostatecznego przekształcenia w regularną stałą marynarkę układały się coraz mniej pomyślnie. Wprawdzie budowę okrętów rozpoczęto w Elblągu, ale gdańszczanie w imię swoich, ciasno pojętych interesów zniszczyli niewykończony jeszcze okręt, królewską galeonę „ Smok", symbol i zaczątek polskiej floty wojennej.33
Śmierć króla Zygmunta Augusta 7 lipca 1572 r., twórcy i naczelnego admirała polskiej floty wojennej położyła kres aktywnej realizacji polskiej polityki morskiej. W ciągu jego długiego panowania Polska stała się europejskim mocarstwem, dysponującym wybrzeżem morskim o długości 1500 km i silną flotą wojenną, która operowała we wszystkich rejonach Morza Bałtyckiego, od cieśnin duńskich po Zatokę Fińską. W tym czasie Puck był jedynym portem wojennym Rzeczypospolitej, który pomimo niedogodnych warunków nawigacyjnych i wczesnego zamarzania odegrał ważną rolę jako baza floty królewskiej. Stąd polskie okręty wyprawiały się na tzw. chadzki wodne, czyli wypady na nieprzyjacielskie statki. Ponadto dzięki flocie królewskiej aż do połowy XVII wieku datował się bujny rozwój organizmu miejskiego.
Podkreślenia wymagają słowa wielkiego króla, wypowiedziane niejako w testamencie, bo przed śmiercią, że ... stateczną armatę należy na morzu swoim chować.34
Po śmierci Zygmunta Augusta, w okresie zamieszania związanego z bezkrólewiem i tarciami wokół kandydatury do tronu, flota znalazła się w trudnych warunkach. Nadal funkcjonowała, głównie w Pucku, gdzie przewodził strażnikom morskim pułkownik wojsk broniących wybrzeża, starosta pucki Ernest Wejher. Jednak doznawała ona coraz dotkliwszych ciosów ze strony floty duńskiej i szwedzkiej oraz moskiewskiej działającej z Narwy.35
Pomimo niekorzystnej sytuacji rolę rzecznika interesów polskich na Bałtyku wzięło na siebie wielu światłych i rozumiejących potrzebę posiadania przez Polskę floty wojennej doradców zmarłego króla. Należeli do nich m. in. przewodniczący Komisji Morskiej Jan Kostka, biskup kujawski Stanisław Karnkowski i sekretarz królewski Jan Dymitr Solikowski.36
Karnkowski w dziele pt. De iure provinciale terrarum, maiorumque civitatum Prussiane (O prawach prowincji i większych miast pruskich), wydanym w Krakowie w 1574 r., a napisanym dla nowego władcy Henryka Walezego, przedstawił w nim poglądy na politykę bałtycką Polski i „dominium maris Baltici". Autor pragnął nakłonić króla do pieczołowitego zajęcia się sprawą floty i handlu morskiego, podkreślając: gdy morzem władać będziemy, wówczas i o sprawiedliwość, pokój i obronę brzegów, portów i prowincji, którymi najważniejsze narody stoją i do góry się podnoszą, łacniej postarać się będziem mogli.37
Słowa te będące swoistym podsumowaniem wielomiesięcznych dyskusji i równocześnie jednym z przejawów żywotności idei bałtyckiej, dobitnie podkreślały, że tylko dostęp do morza jest podstawą dorobku ekonomicznego, a zatem i niezależności politycznej państwa. Biskup pragnął ponadto uzmysłowić społeczeństwu polskiemu korzyści płynące z „uprawy" morza, a punktem wyjścia było stwierdzenie, że panowanie na morzu zasadza się na władaniu bezpośrednim i na władaniu użytecznym. Pierwsze obejmowało trzy problemy: organizowanie żeglugi w zależności od okoliczności, a w tym podczas wojny i pokoju, otwieranie nieznanych szlaków żeglugowych i zamykanie niekorzystnych szlaków dla króla oraz prowincji. W ostatnim przypadku chodziło o żeglugę narewską, godzącą w interesy państwa. Ponadto władanie bezpośrednie miało obejmować zagospodarowanie i umocnienie wybrzeży i portów przez budowę fortyfikacji, nakładanie ceł morskich i wreszcie organizowanie wypraw morskich. Królowi przysługiwało również sprawowanie sądownictwa wyższego i niższego nad wszystkimi ludźmi morza.
Z kolei zakres władania użytecznego obejmował rybołówstwo morskie, pozyskiwanie bursztynu i soli oraz innych bogactw morza, a także przejmowania towarów z rozbitych statków.38
Natomiast Solikowski sprawy polskiego morza i floty wojennej propagował w swych mowach i pismach.39 Szczególnie najcelniejsze uwagi dotyczące problematyki morskiej zawarł on w Rozmowie kruszwickiej,40 napisanej najprawdopodobniej w lutym 1573 r. Opowiadał się w niej za elekcją Henryka Walezego, gdyż jego zdaniem tylko on mógł zagwarantować wzmocnienie potencjału morskiego, a głównie podniesienie rangi Gdańska jako portu Rzeczypospolitej i budowę floty wojennej. Solikowski doceniał znaczenie posiadania floty i portów oraz prowadzenia wojennej polityki morskiej, gdyż ich brak mógł doprowadzić z czasem do zależności gospodarczej od innych krajów, a ponadto groził przekształceniu Polski w surowcowy, niesamodzielny dodatek do państw, które opanowały żeglugę międzynarodową.41
Dawny sekretarz Zygmunta Augusta na znaczenie kwestii morskiej w walce poprzedzającej elekcję zwrócił po raz pierwszy uwagę w Zdaniu względem wyboru króla, powstałym latem 1572 r., a więc tuż po śmierci Zygmunta Augusta.42
Elekcja Henryka Walezego na króla stwarzała początkowo nadzieje na pomoc Francji w zabezpieczeniu „dominium maris Baltici". W Pacta conventa Walezy zobowiązywał się poza zapewnieniem udogodnień dla polskich kupców w portach francuskich do wystawiania i własnym sumptem utrzymywać potrzebną i wystarczającą flotę do obrony portu i panowania na morzu, przyległym do królestwa i jego prowincji, jak daleko się tylko rozciąga cały ten krąg polskich dzierżaw.43 Jednak wobec nagłego wyjazdu Walezego do Francji planów tych nie zrealizowano.
Kolejny król Stefan Batory zajęty od początku działaniami zbrojnymi na wschodzie nie przywiązywał zbyt dużej wagi do uprawiania aktywnej polityki morskiej. Wprawdzie zmusił buntujący się Gdańsk do uznania jego zwierzchnictwa w 1577 r., wykorzystując do tego celu flotę kaperską 9 okrętów bazującą w Pucku i dowodzoną przez Ernesta Wejhera, ale później traktatem z 26 lutego 1585 r. uchylił konstytucję Karnkowskiego, która stanowiła gwarancję panowania polskiego na wybrzeżu i morzu. Ponadto zrzekł się do zasięgania opinii Gdańska przed podjęciem decyzji w kwestiach morskich.44 Oznaczało to koniec wielkich aspiracji morskich Rzeczypospolitej.
W drugiej połowie XVI wieku, kiedy to Polska gwałtownie zetknęła się z problemami morza, pojawiło się w polskim piśmiennictwie wojskowym dzieło o charakterze wyjątkowym, które różni się na korzyść od wszystkich ówczesnych polskich traktatów wojskowych stroną ilustracyjną, tj. planami bitew, schematami szyków bojowych i rysunkami sprzętu wojskowego. Była to pierwsza praca wojskowa tak bogato ilustrowana, przewyższająca pod względem technicznym opisów pozostałe polskie traktaty wojskowe XVI wieku. Dziełem tym były Księgi hetmańskie Stanisława Sarnickiego.45
Autor tego niezwykłego dzieła nie był wojskowym, lecz duchownym protestanckim. Urodził się około roku 1532 w Mokrem Lipiu w ziemi chełmińskiej. Studiował na uniwersytecie w Królewcu, zajmował się badaniami historycznymi i geografią. Wiele też podróżował, także morzem. Stąd dobrze znał obce kraje, a ponadto czytał rozprawy zagranicznych autorów.
W latach 1577-1578 powstało dzieło Księgi hetmańskie, ale jego największym dziełem historycznym były „Roczniki", wydane drukiem w Krakowie w roku 1587, w których autor opisał dzieje Polski od czasów najdawniejszych aż do panowania Stefana Batorego.
Interesujące nas dzieło Stanisława Sarnickiego Księgi hetmańskie składa się z 10 ksiąg, które dzielą się na rozdziały i podrozdziały. Zachowało się ono do naszych czasów w sześciu rękopisach. W tym obszernym dziele o sztuce wojennej zawarł wiedzę o ćwiczeniach żołnierzy i działaniu wojska podczas wojny, opierając się na doświadczeniach polskich i obcych. Natomiast przedostatnia, IX księga dzieła Sarnickiego zawiera wiadomości nie spotykane w innych polskich pracach wojskowych XVI wieku, poświęcona bowiem została zagadnieniom morskiej sztuki wojennej. Tytuł zaś jej brzmi Dziewiąte księgi o zwyczaju morskiej bitwy. Napisana ona została na podstawie księgi XI traktatu Walturiusza poświęconej bitwom morskim i budowie okrętów oraz księgi IV Wegecjusza. Wstępna jej część zawiera opis różnych typów okrętów oraz materiałów używanych do ich budowy. W warunkach polskich, jego zdaniem, najlepszym drzewem był dąb, król wszystkich drzew. Natomiast do jego zbijania proponował używanie gwoździ miedzianych, a nie żelaznych. Z kolei w rozważaniach O czasiech nawigacyjej, o znakach, o wiatrach, o zegarze okrętowem, natura morza pełno jest szczegółów i ciekawostek, gdyż w tej materii jego wiedza nie mogła być zbyt duża.46 Ponadto Sarnicki przytoczył przykład bitwy morskiej, opisując oraz przedstawiając graficznie na planie bitwę stoczoną w roku 1571 przez flotę Ligi panów chrześcijańskich pod dowództwem Don Juana d'Austria z flotą turecką Alipaszy pod Lepanto, w Zatoce Korynckiej, chociaż błędnie ją umiejscowił w Zatoce Ambracyjskiej, gdzie w starożytności stoczona została bitwa morska pod Akcjum. 47
Sarnicki wzywał też do utworzenia „Szkoły morskey woyny", która miała przygotować oficerów głównie do „kunsztów fraybierskich", tj. do działań na morzu. Uważał, że szkoła taka mogła być urządzona nad Wisłą w okolicach Krakowa, gdyż pozwoliłoby to na sprawowanie nad nią patronatu przez dwór królewski.48 Podkreślał, że także oficerowie wojsk lądowych powinni być przygotowani do udziału w obronie wybrzeża.
„Księgi hetmańskie" Stanisława Sarnickiego były pierwszym dziełem w polskim piśmiennictwie wojskowym końca XVI wieku, które przedstawiało całokształt problematyki działań na morzu.49
Po śmierci Króla Stefana Batorego ponownie nawiązano do idei bałtyckiej. Było to związane z elekcją Zygmunta III Wazy na tron polski. Elektorzy oczekiwali od niego prowadzenia aktywnej polityki morskiej, ale naturalnie bez nadzwyczajnych obciążeń szlachty. Wyrazicielem tych tendencji był m. in. Stanisław Gostomski, który w napisanej w 1587 r. broszurze pt. Racje pro electione Zygmunta, królewicza szwedzkiego, militantes in anno 1587 uważał, iż wyniesienie Wazy na tron polski pozwoli na płaszczyźnie współpracy politycznej i gospodarczej ze Szwecją, wskrzesić flotę oraz tą drogą uwolnić polski handel morski od ciężarów duńskiego cła.50
Wybór w roku 1587 Zygmunta III Wazy na króla Polski tych oczekiwań nie spełnił. Będąc z pochodzenia Szwedem, marzył o koronie swego rodzinnego kraju. Po wymuszonej przez stryja Karola IX detronizacji Zygmunta III z tronu szwedzkiego w 1598 r., z którą ten się do końca życia nie pogodził, stało się to pretekstem do rozpoczęcia przez królów szwedzkich długoletnich wojen z Polską. Najważniejszą przyczyną walki o „dominium maris Baltici" było jednak dążenie Szwecji do opanowania całego basenu Morza Bałtyckiego. Pozostanie jednakże bezspornym faktem, że Zygmunt III i jego dwaj synowie Władysłwa IV i Jan Kazimierz przez 60 lat z małymi przerwami musieli walczyć ze Szwecją o polski stan posiadania nad Bałtykiem.
Początki morskiej myśli wojskowej w Polsce sięgają drugiej połowy XV wieku, ale rozwój zainteresowania problematyką morską nastąpił w XVI wieku, do czego przyczyniło się realizowanie idei „dominium maris Baltici". Twórca tej koncepcji Zygmunt August spowodował jej szeroki rozwój, obejmujący kilka kompleksów zagadnień. Należały do nich zabiegi związane z ochroną własnych portów i sprawowanie władzy zwierzchniej nad całą południowo-wschodnią częścią Bałtyku, co doprowadziło do utworzenia Komisji Morskiej i rozbudowy floty wojennej.
Ten ambitny i wszechstronny program bałtycki nie znalazł, niestety, należytego zrozumienia wśród szlachty. Był on w znacznej mierze dziełem samego króla i jego otoczenia, a głównie Jana Kostki, Stanisława Karnkowskiego, Jana Dymitra Solikowskiego, Jana Zamoyskiego i Ernesta Wejhera.
Po śmierci Zygmunta Augusta podczas wszystkich trzech kolejnych elekcji zagadnienia morskie wysuwano na plan pierwszy, a pacta conventa nakładały na królów tradycyjny od czasów Henryka Walezego obowiązek wystawienia i utrzymania floty wojennej, gdyż ogół zrozumiał, że nie dość jest odzyskać dostęp do morza, lecz że należy umieć ten dostęp wyzyskać w postaci wykorzystania Bałtyku, jako arterii komunikacyjnej, a przy tem wykorzystaniu należy mieć zbrojną służbę na morzu. 51
Natomiast morska teoretyczna myśl wojskowa w Polsce do końca XVI wieku nie wyszła poza stadium początkowe, gdyż poza Księgami hetmańskimi Stanisława Sarnickiego nigdzie nie poruszono problematyki wojny na morzu. Było to wynikiem specyfiki zagrożenia zewnętrznego, w którym aspekt morski odgrywał niewielką rolę. 52 Dopiero następne stulecie stało się okresem żywiołowego jej rozwoju.
Przypisy:
Zdaniem J. Widajewicza, to Mieszko I i Bolesław Chrobry byli twórcami polskiej polityki bałtyckiej i morskiej. Zob. J. Widajewicz, Słowianie zachodni na Bałtyku , Toruń 1934, s. 26-36.
Zob. E. Kosiarz, Wojny na Bałtyku X-XIX w: Gdańsk 1978, s. 35-40; G. Labuda, Fragmenty dziejów Słowiańszczyzny Zachodniej, t. 2, Poznań 1964, s. 125-131.
E. Koczorowski, Pierwsze związki Polski z Bałtykiem, „Przegląd Morski", 1982 nr 7-8, s. 98-99;
W. Dzwonkowski, Wojsko i wojna u Słowian w pierwszym 1000-leciu po Chrystusie, „Bellona", 1945 nr 6, s. 238.
M. Prosnak, Flota polska w dobie pierwszych Piastów w świetle zachodnich źródeł, „Nautologia", 1991 nr 3-4, s. 40.
Zajęcie przez Krzyżaków w 1309 r. Pomorza Gdańskiego nie zahamowało jednak aktywności gospodarczej książąt pomorskich, uzyskujących znaczne korzyści z portów morskich. Zob. W. Odyniec, Sprawy morskie I Rzeczypospolitej, „Przegląd Morski", 1986 nr 7-8, s. 120.
Na temat wojny trzynastoletniej istnieje obszerna literatura, a m. in.: J. Wimmer, M. Krwawicz, Wojna trzynastoletnia (1454-1466), Warszawa 1957; M. Biskup, Wojna trzynastoletnia i powrót Polski nad Bałtyk w XV wieku, Kraków 1990; tenże, Stosunek Gdańska do Kazimierza Jagiellończyka w okresie wojny trzynastoletniej, Toruń 1952; tenże, Gdańska flota kaperska w okresie wojny trzynastoletniej, Gdańsk 1953; tenże, Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521, Gdańsk 1993; M., Bielski, W. Rezmer, Bitwy na Pomorzu 1109-1995, Gdańsk 1993. Działania morskie przedstawił W. Hubert, Wojny bałtyckie, Warszawa 1939, ale ostatnio opracował je gruntownie J.W. Dyskant, Zatoka Świeża 1463, Warszawa 1987.
Do działań bojowych przystosowywano statki handlowe, które po niezbędnej przebudowie i przezbrojeniu stawały się okrętami wojennymi. Ich kapitanowie otrzymywali od władców lub rad miejskich specjalne upoważnienia do prowadzenia działań na morzu, zwane listami kaperskimi. Zob. W. Zarzycki, Kaprowie
i piraci polscy, Warszawa 1997. Problemy techniczne ówczesnych jednostek wojennych przedstawiono w pracy Polska technika wojskowa do 1500 roku, pod red. A. Nadolskiego, Warszawa 1994, s. 362-377.
M. Biskup, Gdańska flota kaperska w czasie wojny trzynastoletniej 1454-1466, Gdańsk 1953, s. 21; M. Pelczar, Rozwój i stan badań historycznych nad dziejami polskiej floty morskiej okresu do końca XIX wieku, „Rocznik Ośrodka Nauk Społecznych i Wojskowych Marynarki Wojennej", 1966 nr 3, s. 24.
W liście zamieszczano imię władcy lub wystawiającej go rady miejskiej, nazwisko i imię kapitana, zezwolenie na zwalczanie statków przeciwnika lub innych płynących do jego portów oraz wykaz państw i miast neutralnych, których statki należało oszczędzać, jeżeli nie płynęły do portów przeciwnika. List zawierał także prośbę o pomoc w zaopatrzeniu danego kapitana w żywność i inne niezbędne środki oraz zapewnienie mu swobody żeglugi na wodach lub w portach państw przyjacielskich.
J.W. Dyskant, op. cit., s. 137-168.
M. Krwawicz, Działania polskiej floty wojennej podczas wojny o odzyskanie Pomorza w latach 1454-1466, „Myśl Wojskowa", 1956 nr 1, s. 85.
W. Odyniec, Sprawy morskie I Rzeczypospolitej, w: Polityka morska państwa w 40-leciu PRL, Gdańsk 1986, s. 2.
E. Koczorowski, Gdy systemem kaperskim floty wystawiano, „Przegląd Morski", 1982 nr 9, s. 62.
T. Górski, Flota Jagiellonów i Wazów, Gdańsk 1989, s. 104-105.
K. Lepszy, Dzieje floty polskiej, Gdańsk 1947, s. 43.
S. Bodniak, Żołnierze morscy Zygmunta Augusta (1517-1522), „Nautologia", 1970 nr 1-2, s. 42-43.
W. Odyniec, Starostwo puckie 1546-1678, Gdańsk 1961, s. 53.
T. Ocioszyński, Rozwój żeglugi i myśli morskiej, Gdynia 1968, s. 284.
K. Lepszy, Zarys dziejów polskiej marynarki, Kraków 1947, s. 9-11; W. Odyniec, Sprawy morskie I Rzeczypospolitej..., s. 1-16; tenże, Polskie dominium maris Baltici, „Nautologia", 1981 nr 4, s. 50-53.
Zob. K. M. Kowalski, Puck jako twierdza morska i siedziba arsenału w XVI i XVII w., w: Związki Pucka z morzem i Marynarką Wojenną, Puck 1998, s. 51-68.
J. Wójcik, Dzieje Polski nad Bałtykiem, Warszawa 1989, s. 150.
W. Odyniec, 400-lecie powołania Komisji Morskiej, „Rocznik Ośrodka Nauk Społecznych i Wojskowych Marynarki Wojennej", 1968 nr 4, s. 41-46; E. Koczorowski, Pierwsza Komisja Morska i jej wpływ na rozwój polskiej floty wojennej w XVI w., „Przegląd Morski", 1968 nr 6, s. 43-54.
Zob. W. Aleksandrowicz, Jan Kostka senator wielkiej sławy i rozumu praeses primarius commissarius Komisji Morskiej, „Nautologia", 1968 nr 1-2, s. 53-58.
J. Wójcik, op. cit., s. 163.
J. Pertek, Polacy na morzach i ocenach, t. 1, Poznań 1981, s. 104-105.
S. Bodniak, Polska a Bałtyk..., s. 88; K. Lepszy, op. cit., s. 104.
K. Lepszy, op. cit., s. 106-107.
Polski system kaperski działał pod znakiem majestatu bandery królewskiej, która chroniła okręty floty przed podejrzeniami o piractwo.
Okręty floty strażniczej podnosiły dwie bandery: narodową i królewską. Bandera narodowa nawiązywała wzorem i barwą do chorągwi Korony Królestwa Polskiego, a zatem całego państwa.
Pierwsze artykuły morskie król ogłosił 31 maja 1566 r., ale ich treść pierwotna nie zachowała się.
Zob. S. Bodniak, Ordynacja dla kaperskiej floty polskiej z 1571 roku; Komunikat Instytutu Bałtyckiego nr 27, Gdynia 1935; J. Wójcicki, Dzieje Polski nad Bałtykiem, Warszawa 1989, s. 155-159.
K. Górski, Polska w zlewisku Bałtyku, Gdańsk-Bydgoszcz-Szczecin 1947, s. 121.
K. Lepszy, Dzieje floty polskiej, Gdańsk 1947, s. 164; twierdzi, że galeona ocalała i nie została spalona przez flotę gdańską. Faktem było jednak, że do służby nie weszła.
W. Odyniec, op. cit., s. 46.
S. Bodniak, Sprawy „Straży morskiej" w bezkrólewiach i za Henryka Walezego (1572-1575), „Nautologia", 1968 nr 1-2, s. 102-106.
Zob. E. Kotarski, U progu marynistyki polskiej XVI-XVII wiek, Gdańsk 1978, s. 220-268.
Z. Lepszy, Dominium maris Baltici, s. 204.
W. Odyniec, Pojęcia dominium maris Baltici u Stanisława Karnkowskiego, „Nautologia", 1981 nr 4, s. 50-53.
Jego zasługi dla spraw morskich obszernie opisał E. Kotarski, Kto ma państwo morskie... Problemy morza w opinii dawnej Polski, Gdańsk 1970, s. 39-54.
Zob. E. Kotarski, op. cit., s. 171-186.
J. Górski, Poglądy merkantylistyczne w polskiej myśli ekonomicznej XVI i XVIII wieku, Wrocław-Warszawa 1958, s. 65.
E. Kotarski, U progu marynistyki ..., s. 234-235.
K. Lepszy, Dzieje floty polskiej, s. 145.
S. Bodniak, Stefan Batory a Gdańsk, „Rocznik Gdański", R. VI, Gdańsk 1932, s. 131-134.
Zob. J. Wójcicki, op. cit., s. 159-160; J. Sikorski, Polskie piśmiennictwo wojskowe od XV do XX wieku, Warszawa 1991, s. 104-114; tenże, Stanisław Sarnicki jako pisarz wojskowy, „Zeszyty Naukowe WAP" 1967, Seria historyczna nr 15, s. 56-62.
Do wiadomości morskich Sarnickiego krytycznie odniósł się Stanisław Bodniak, który próbując ustalić ich źródła zwrócił jednak uwagę na fakt, że słownik morski autora „Ksiąg hetmańskich" jest najbogatszy na przestrzeni XVI wieku. S. Bodniak, Sprawy morskie w „Księgach hetmańskich" Sarnickiego (1575-1577), „Rocznik Gdański", t. XII, Gdańsk 1939, s . 117-124.
Zob. O zwyczaju morskiej bitwy, pod red. J. Z. Lichańskiego, Gdańsk 1984, s. 54-80.
J. Wójcicki, op. cit., s. 159-160.
Szerzej J. Sikorski, „Księgi hetmańskie" Stanisława Sarnickiego na tle piśmiennictwa wojskowego w Polsce XVI wieku, „Studia i Materiały do Historii Wojskowości" 1966, t. XII, s. 3-69.
E. Kotarski, U progu marynistyki polskiej..., op. cit., s. 143.
W. Hubert, Historia wojen morskich, Warszawa 1935, s. 256.
K. Olejnik, Rozwój polskiej myśli wojskowej do końca XVII w., Poznań 1976, s. 194

MORSKA SZTUKA WOJENNA DOMINIUM MARIS BALTICI A NARODZINY POLSKIEJ
MORSKIEJ MYŚLI WOJSKOWEJ
Bolesław Krzywousty
Mlodszy syn Wladyslawa Hermana i jego drugiej zony Judyty, ksiezniczki czeskiej urodzil sie w r. 1086. Pierwsza jego zona byla Zbyslawa, corka ksiecia kijowskiego Swietopelka II. Po jej smierci pojal Salomee, corke hrabiego Bergu. Przejawial duze talenty polityczne i wojskowe. Boleslaw za zycia ojca byl wladca dzielnicy slasko-malopolskiej. Po jego smierci podlegal poczatkowo starszemu bratu Zbigniewowi w latach 1102-1106. Boleslaw powodowany ambicja, jak tez checia zjednoczenia panstwa wszczal walki ze Zbigniewem uzyskujac rychlo przewage. Obawiajac sie Zbigniewa, kazal go oslepic. Nawet uwielbiejacy Boleslawa Krzywoustego Gall Anonim nazwal to "zbrodnia i grzechem". Cesarz niemiecki Henryk V wykorzystal ten czyn jako pretekst do najazdu na Polske. Najazd Niemcow zjednoczyl spoleczenstwo wokol Boleslawa, jako obroncy niezaleznosci panstwa. Cesarz nie zdolal zdobyc ani bohatersko broniacego sie Glogowa ani Wroclawia. Kleska na Psim Polu zmusila go do odwrotu. Dzielem Boleslawa Krzywoustego bylo takze odzyskanie Pomorza. Po kilkuletnich zaciekle prowadzonych walkach Polska uzyskala dostep do morza od wyspy Rugii na zachodzie do ujscia Wisly. Obok wielu sukcesow doznawal jednak Boleslaw Krzywousty niepowodzen. Bunt wojewody Skarbimierza w r. 1117 i pozniejsza niepomyslna wojna z Wegrami w r. 1132 nie dozwolily mu ukoronowac sie na krola. W r. 1135 musial nadto zlozyc cesarzowi Lotarowi w Merseburgu hold z Rugii i Pomorza. Najwieksza jednak kleska Krzywoustego byl fakt, ze walczac cale zycie o zjednoczenie Polski i jej calkowita niezaleznosc polityczna, musial przed smiercia w r. 1138 zrezygnowac z tych idei, ulegajac coraz silnieiszym dazeniom odsrodkowym. Wbrew wlasnemu przekonaniu podzielil kraj pomiedzy synow. Najstarszy Wladyslaw otrzymal Slask, Boleslaw Kedzierzawy Mazowsze i Kujawy, Mieszko Stary Wielkopolske, a Salomea, przy ktorej pozostawali nieletni Henryk i Kazimierz, dostala dzielnice leczycka. Aby jednak mimo podzialu utrzymac jednosc panstwa, ustanowil Boleslaw zasade pryncypatu czyli zwierzchnictwa. Wielkim ksieciem mial byc najstarszy z rodu, i jemu na znak wladzy przypadala w udziale dzielnica wielkoksiazeca z Krakowem jako stolica, oraz zwierzchnictwo nad Pomorzem. Boleslaw Krzywousty pochowany zostal w Plocku.
Polska od wieków wiązała swe istnienie z morzem. Zainteresowanie nim rosło wraz z kształtowaniem się państwa. Świadectwem tego jest już dążenie pierwszego władcy polskiego Mieszka I i jego syna Bolesława Chrobrego do oparcia granicy o Bałtyk. Pierwszy założył gród gdański, a drugi przez fundowanie biskupstwa w Kołobrzegu w 1000 r. oraz przeprowadzenie w tymże mieście pierwszych symbolicznych zaślubin z morzem, w trakcie których wrzucono do Bałtyku cztery poświęcone głazy, zakładał trwałe fundamenty pod swoje panowanie. Obaj władcy dążyli do rozciągnięcia i utrwalania panowania na wybrzeżu od delty Odry do delty Wisły.1 Ich następcy, a szczególnie Bolesław Szczodry i Bolesław Krzywousty stawiali sobie cele podobne. Jednak ze względu na brak źródeł trudno mówić o jakiejś polityce morskiej. Książęta polscy dążąc nad Bałtyk pragnęli poszerzyć swe terytorium. Często występowali zaczepnie o władztwo nad tymi obszarami. Przykładem tych wystąpień są znane bitwy pod Svoldern w 1000 r., wyprawy na Robe w 1014 r. czy Haithabu w 1043 r. oraz zdobycie Kołobrzegu w 1103 r.. 2 Niezwykle śmiała była natomiast wyprawa szczecińskiego księcia Racibora I na odległą Konungahelę w roku 1136, w której wzięło udział około 14 000 zbrojnych, w tym 1300 jezdnych zaokrętowanych na 650 okrętach.3 W akcji tej, jak i wcześniejszych uczestniczyły siły polskie bądź jako samodzielne związki operacyjne, bądź w składzie flot sojuszniczych działających przeciw wspólnemu wrogowi. Morska działalność pierwszych Piastów była częścią wspólnego systemu organizacyjnego państwa, przeznaczoną do obrony jego interesów morskich i dysponującą zarówno okrętami, jak i siłą zbrojną oraz bazami w postaci twierdz portowych, zabezpieczających potrzeby zaopatrzeniowe, remontowe i łączności, a więc wszystkimi elementami składającymi się na flotę wojenną. Istnienie silnej floty wojennej we wczesnofeudalnym państwie polskim dobitnie świadczyło o orientacji morskiej w czasach pierwszych Piastów.4
Odepchnięcie Polski od Bałtyku nastąpiło w wyniku rozbicia dzielnicowego i tym samym osłabienia władzy centralnej, ale również przemian społeczno-gospodarczych i dopuszczenia do inwazji żywiołu niemieckiego na tereny nadbałtyckie oraz sprowadzenia Krzyżaków.5
W zjednoczonym przez Władysława Łokietka państwie polskim w 1320 r. zabrakło dostępu do morza. Usiłowania powrotu nad Bałtyk nie dały rezultatu aż do połowy XV wieku.
Dopiero rozpoczęcie przez Kazimierza Jagiellończyka w roku 1454 walki o odzyskanie Pomorza wykazało, że podstawowym warunkiem realizacji określonej polityki morskiej było posiadanie zarówno odpowiedniego dostępu do morza, jak i stosownego potencjału morskiego. Chociaż wojna trzynastoletnia6 była wojną typowo lądową, to jednakże Kazimierz Jagiellończyk, jak i przedstawiciele Związku Pruskiego z Gdańskiem na czele rozumieli doskonale, że choć rozstrzygnięcie w tej wojnie musi zapaść na lądzie, to przecież nie da się go osiągnąć bez uprzedniego zwycięstwa na morzu. Wynikało to z faktu, że państwo krzyżackie, otoczone na lądzie posiadłościami Polski i Litwy, skazane było jedynie na łączność drogą morską ze swymi sprzymierzeńcami. Utworzenie floty wojennej stało się, więc pilną koniecznością, bez której trudno było liczyć na zwycięstwa.
W roku 1455 rajcy Gdańska zwrócili się do Kazimierza Jagiellończyka z prośbą o zgodę królewską na wystawienie floty kaperskiej.7 Taki system tworzenia flot wojennych był powszechnie stosowany w ówczesnej Europie, gdyż był nie tylko tani, jeżeli chodzi o nakłady finansowe, ale i zyskowny, zarówno dla armatorów i kaprów, jak i dla władców czy rad miejskich.
8 stycznia 1456 r. król w wystosowanym do Lubeki liście oznajmił, że z nadchodzącą wiosną wyśle naves nostras („nasze okręty") przeciw swoim nieprzyjaciołom.8 Data ta jest zdaniem autora początkiem narodzin polskiej morskiej myśli wojskowej. Wystawiane zaś od 1460 r. listy kaperskie,9 w których rada gdańska podkreślała, że kaprowie wysyłani są na rozkaz króla polskiego, który zapewniał ich działalności swoje zwierzchnictwo i opiekę, stanowią kolejny dowód.
Pod względem wojskowym działania prowadzone przez floty kaperskie Gdańska i Elbląga w czasie wojny trzynastoletniej wyraźnie wykazały wyższość i większą skuteczność polskich środków i sposobów walki nad krzyżackimi. Jednym z dowodów wyższości sztuki wojennej polskich sił morskich była bitwa stoczona 15 września 1463 r. na wodach Zatoki Świeżej, bo tak nazywano wówczas Zalew Wiślany, w której zastosowany przez flotę polską szyk „półksiężyca" różnił się od szyków bojowych używanych dotąd we flotach miast hanzeatyckich, a w tym krzyżackich. Floty te stawały do bitwy w szyku „klina", „czołowym" lub kolumn torowych, podczas gdy jednostki polskie zastosowały jednoczesne uderzenie z trzech stron, tj. z obu skrzydeł i centrum.10
Kolejnym dowodem były przykłady zorganizowania współdziałania polskich sił morskich z wojskami lądowymi broniącymi się w miastach oblężonych przez oddziały zakonne lub też zdobywającymi twierdze obsadzone przez Krzyżaków, jak to miało miejsce w walkach o Puck w roku1464, kiedy skuteczna blokada od strony morza w dużej mierze zadecydowała o powodzeniu oblężenia prowadzonego przez oddziały polskich wojsk lądowych.11 Był to pierwszy sukces taktycznego współdziałania floty i wojska, dzięki któremu zdobyto tak silną nadmorską twierdzę. Niemal w 200 lat później, w ten sam sposób Puck został odbity z rąk szwedzkich.
Działalność polskiej floty kaperskiej w czasie wojny trzynastoletniej odegrała poważną rolę w całokształcie przebiegu działań i w decydujący sposób przyczyniła się do klęski zakonu krzyżackiego. W wyniku II pokoju toruńskiego w 1466 r. przywrócono władanie Polski nad Bałtykiem. Odzyskany odcinek wybrzeża nie był długi. Granica morska ciągnęła się od ujścia Łaby do połowy Mierzei Wiślanej, czyli wynosiła w linii prostej nie więcej niż 150-200 km. W stosunku do granic lądowych wynosiła ona ok. 5-6%. Był to jeden z powodów słabego zainteresowania władców, a także i ich rady a następnie sejmu, potrzebą jej zabezpieczenia. Ponadto sądzono, iż ataku z morza nie będzie, bo nieprzyjaciół na północy nie obawiano się.12
Kazimierz Jagiellończyk nie doceniając korzyści i znaczenia sprawowania władzy nad Bałtykiem, zrezygnował z aktywnej polityki morskiej nadając liczne przywileje Gdańskowi, które miały moc obowiązującą aż do roku 1793. Te przywileje zwane privilegia Casimiriana zlecały miastu troskę o bezpieczeństwo wybrzeża, a ponadto zapewniały pośrednictwo w wymianie międzynarodowej drogą morską. Równocześnie król oddał Gdańskowi część Mierzei Wiślanej aż po granicę z państwem krzyżackim oraz nadał kilka wsi wokół miasta. Sobie zastrzegł prawo wprowadzania ceł morskich oraz prawo zamykania i otwierania portu.13 W przyszłości, swoista interpretacja tego przywileju przez Gdańszczan, doprowadzała do ustawicznych konfliktów z władcami Polski.
Zygmunt Stary jako pierwszy król Polski docenił posiadanie własnej floty wojennej. On też po raz pierwszy w naszych dziejach wstawił zaniedbaną sprawę budowy floty do programu polityki państwowej. Utworzona flota królewska liczyła kilkanaście jednostek średniej wielkości i głównym jej celem było zwalczanie linii komunikacyjnych Moskwy, Krzyżaków i Duńczyków.14 Dla podkreślenia odrębności tej floty król sam wystawiał listy kaperskie, w których załogi okrętów kaperskich nazywał milites nostri maritimi („nasi żołnierze morscy").
Pierwsza wzmianka o królewskim „żołnierzu morskim" pochodzi z 1517 r., kiedy to kapitan Adrian Flint został zatrzymany przez Duńczyków w Wyborgu. Zygmunt zażądał wtedy nie tylko zwolnienia Flinta i jego 12 ludzi, ale również okrętu kapitana i zdobycznej jednostki wraz z towarem, stwierdzając, że Flint za jego pozwoleniem zagarnął Moskali na morzu.15
Działalność „żołnierzy morskich" Zygmunta Starego trwała tylko kilka lat. Po zakończeniu kolejnej wojny z zakonem krzyżackim i zawarciu rozejmu z Moskwą w 1522 r., niepotrzebną już flotę kaperską rozwiązano.16 Odtąd już do końca swego panowania król nie widział potrzeby wznowienia działalności morskiej, gdyż w jego planach flota nie odgrywała żadnej roli jako czynnik umacniający dostęp Polski do morza i zapewniający obronę granic morskich oraz zamorskiego handlu Rzeczypospolitej. Wymownym przejawem niedoceniania spraw morskich była też rezygnacja w roku 1526 z części Półwyspu Helskiego na rzecz Gdańska. Tym samym Rada Miejska Gdańska kontrolowała całe Wybrzeże polskie, bo dzierżawiła także od króla starostwo puckie. 17 Sytuacja ta powodowała, iż główna uwaga gdańszczan koncentrowała się na uprawianiu pośrednictwa i obronie monopolu ludności Gdańska dla jego uprawiania. 18
Jagiellonowie odzyskując Pomorze nie doceniali więc korzyści i znaczenia sprawowania faktycznego władania nad Bałtykiem, oddając je mieszczanom, ufając w ich dobrą wolę.
Opracowanie programu polskiego „dominium maris Baltici" zakładającego rozbudowę floty wojennej i sprawowaniu władzy zwierzchniej nad wybrzeżem i wodami terytorialnymi wiązane było z aktywną polityką Zygmunta Augusta na Bałtyku.19 Celem tej polityki było między innymi rozbudzenie świadomości morskiej szlachty. Władca ten, chcąc uniezależnić się w zmaganiach o Inflanty od Gdańska przeniósł 27 lutego 1567 r. bazę nowej floty kaperskiej do Pucka. Zwierzchnictwo nad flotą powierzył początkowo dwóm komisarzom, a potem staroście puckiemu Janowi Kostce. Fakt ten wpłynął na rozwój gospodarczy miasta. Odtąd miasto stało się arsenałem i twierdzą morską. 20 Rozpoczęto tu również w późniejszym okresie budowę okrętów wojennych.
Jan Kostka przygotował plan rozwoju floty królewskiej. W tym celu zamierzał rozbudować port w Pucku, aby być całkowicie niezależnym od Gdańska. Puck został więc wykupiony spod zastawu rady gdańskiej. Jednak na skutek interwencji Gdańska projekt upadł.21
Flota królewska zwana też flotą strażników morza liczyła początkowo ok. 10 jednostek, ale z czasem powiększyła się do ok. 30 okrętów, głównie galeonów i pinek, na których pełniło służbę ok. 1000 marynarzy. Spowodowało to konieczność utworzenia specjalnej instytucji, która kierowałaby całokształtem spaw morskich. 24 marca roku 1568 król powołał Komisję Morską, pierwszy w naszych dziejach organ administracji i gospodarki morskiej. Komisja spełniła również rolę pierwszej admiralicji.22 Była więc naczelnym organem państwowym do spraw morskich pierwowzorem ministerstwa żeglugi. Na siedzibę komisji wyznaczono dom królewski w Gdańsku. Jej przewodniczącym z woli króla, został Jan Kostka.23
W tym czasie flota królewska nadal bazowała w Pucku, który był siedzibą starostwa i głównym portem rybackim w Zatoce Gdańskiej. Przenosząc flotę do Pucka król Zygmunt August nakazał zarazem radzie gdańskiej przekazywanie do tego portu wszystkich nieprzyjacielskich statków zatrzymanych w Gdańsku. W związku z tym w latach 1565-1568 sprawami zdobytych statków zajmował się sąd w Pucku. Podyktowane to było również faktem, że komisarze morscy byli zbyt zajęci ogólnymi sprawami, a poza tym rada gdańska nie chciała, aby sądy morskie odbywały się w Gdańsku, gdyż powodowało to zatargi z krajami, do których należały zdobyczne statki. Z zachowanych ksiąg sądowych wynika, że w 1566 r. zdobyto co najmniej 15 statków holenderskich, duńskich, angielskich i hamburskich, a także kaprów szwedzkich. Natomiast w roku 1568 flota polska zdobyła ponad 20 statków, mimo iż w większości płynęły one w konwojach, aby w ten sposób móc skuteczniej bronić się przed atakami polskich okrętów.24
Chociaż bazą floty pozostawał Puck, to okręty królewskie zachowały prawo korzystania z portu gdańskiego w wyjątkowych wypadkach. Między innymi wobec przeważających sił wroga chroniły się pod osłoną armat latarni. Co prawda port pucki obwarowano i ustawiono armaty, ale był on portem otwartym, a zatem znacznie trudniejszym do obrony. Płytkie wody zatoki, zamarzające zimą, oraz konieczność ciągłego lawirowania wśród licznych mielizn Zatoki Puckiej były dodatkowym utrudnieniem.
W połowie czerwca 1568 r. silna burza zmusiła królewską flotę kaperską pod dowództwem Mateusza Scharpinga do schronienia się w Gdańsku. Szukając pożywienia kaprzy dokonali kradzieży drobiu i chociaż 11 winnych zostało uwięzionych przez dowódcę floty w celu ukarania ich przez Komisję Morską, to burmistrz gdański Ferber nakazał zabranie ich siłą z okrętów i skazanie na śmierć przez ścięcie. W następstwie tego drastycznego pogwałcenia królewskiego prawa zwierzchniego nad kaprami, a także ostrzelania ogniem armatnim z lądu okrętów kaperskich oraz niewypuszczenia do Gdańska powołanej przez Zygmunta Augusta komisji pod przewodnictwem biskupa Stanisława Karnkowskiego, burmistrz został ogłoszony winnym obrazy majestatu i wezwany przed sąd królewski na sejm do Lublina.25
Epilogiem rozpatrywania na sejmie lubelskim konfliktu z Gdańskiem był wyrok, jaki zapadł 12 sierpnia 1568 r. na przedstawicieli jego władz. Wtedy też padły z poselskich ust wojewodów Piotra Zborowskiego i Jana Sierakowskiego słowa o konieczności posiadania armaty na morzu żeby się mogła dać obrona zawdy prędka.26 Natomiast na sejmie warszawskim latem 1570 r. zostały zatwierdzone słynne później Statuty Karnkowskiego, które w 67 artykułach obejmowały całokształt zwierzchnich praw króla i Rzeczypospolitej w Gdańsku, a również prawo otwierania i zamykania żeglugi oraz panowanie nad przyległym morzem, czyli dominium maris.
Tak korzystne dla sprawy polskiego „dominium maris Baltici" statuty biskupa kujawsko-pomorskiego, stanowiące swoisty program morski nie na jedno pokolenie i nie na jeden wiek wskutek pobłażliwości Zygmunta Augusta szybko stały się martwą literą. 27
Po przyjęciu Statutów Karnkowskiego w polityce królewskiej ważnym kierunkiem działania stało się opracowanie przepisów prawnych dla floty. Otóż do czasu powołania Komisji Morskiej działalność polskiej floty kaperskiej, oparta na zasadach kaperskich28 z wykorzystaniem małych statków handlowych dostosowanych do działań wojennych, była nie skoordynowana. Członkowie załóg statków, zwani strażnikami morza, dopuszczali się często nadużyć i awanturnictwa. Na ich działalność skarżyły się także państwa neutralne. Zatem powołanie Komisji Morskiej miało na celu koordynowanie działalności strażników morza oraz utrzymanie wśród nich należytej dyscypliny, aby nie uwłaczały swoim zachowaniem majestatowi królewskiemu ani symbolom, pod którymi pływały.29
Tak więc Komisja Morska stanowiła nie tylko władzę zwierzchnią wobec strażników morza, wyprawiając ich na morze z określonymi zadaniami, lecz także sprawowała nad nimi sądownictwo wojskowe i dbała o dyscyplinę oraz karność, co wyrażało się między innymi w opracowaniu i wydaniu w Warszawie 16 lipca 1571 r. artykułów morskich,30 które były odpowiednikiem artykułów hetmańskich, stanowiących regulamin dla wojsk lądowych.
Artykuły morskie, zwane Ordynacją były pierwszym regulaminem polskiej floty wojennej. Zawierały 28 rozdziałów oraz rotę przysięgi i określały szczegółowo zasady działania przy spotkaniu z nieprzyjacielem na morzu i w porcie, zadania kapitanatów i obowiązki załogi, dyscyplinę i kary na okręcie oraz zasady podziału zdobyczy, a także stosunek strażników morskich do komisarzy i urzędników królewskich.
We wstępie do artykułów wyraźnie określono też, kogo one obowiązują, i stwierdzono, że każde naruszenie regulaminów królewskich, niezależnie od funkcji, stopnia czy też tytułu osoby, która by się tego dopuściła będzie surowo karane. Kary były zaś bardzo wymyślne i niekiedy zbyt srogie w stosunku do przewinienia. Uważano jednak wtedy, iż jest to jedyny sposób, aby poskromić tych skłonnych do bijatyk i rozboju ludzi.
Artykuł I dotyczył spraw organizacyjnych, a mianowicie nakazywał każdemu posiadaczowi listu kaperskiego stawić się osobiście przed Komisją Morską i złożyć przysięgę wierności królowi zgodnie ze słowami roty, przysięgę posłuszeństwa wobec komisarzy królewskich oraz zapewnienie wykonywania wszystkich postanowień listu, instrukcji oraz pozostałych artykułów. Artykuł ten zobowiązywał też kapitanów do bezwzględnego wykonywania komend i poleceń naznaczonego przez Komisję Morską admirała flotylli.
Kolejne artykuły, a więc: II, III i IV określały jednoznacznie zachowanie się całej załogi podczas akcji bitewnej. W każdej sytuacji zobowiązywano marynarzy oraz żołnierzy piechoty morskiej okrętowanej na czas bitwy do bezwzględnego posłuszeństwa rozkazom ich przełożonych i dzielnej, nieustraszonej postawy w obliczu wroga. Każde uchybienie treści tego postanowienia miało być karane śmiercią przez powieszenie na rei bądź rozstrzelanie.
Artykuł IV precyzował karę za dezercję połączoną często z przejściem na stronę wroga. Winnego tego rodzaju przestępstwa miano utopić lub pozostawić na bezludnej wyspie.
Artykuły od V do XIII bardzo szczegółowo omawiały prawidła codziennego życia okrętowego, na które składało się: pełnienie wacht, służb i wart, a zarazem stanowiły rejestr kar, jakie groziły tym, którzy te prawidła naruszali. Za przeklinanie, obelgi i znieważanie współczłonków załogi, za marnotrawienie jadła i wody lub ich kradzież, zależnie od przewinienia, groził cały wachlarz kar, od utraty żołdu, chłosty, przywiązania do masztu, rzucania z dużej wysokości do wody, aż do kary trzykrotnego przeciągania pod stępką. Ta ostania prawie zawsze równała się śmierci. Polegała ona na tym, że przywiązywano skazanego za dłonie i nogi do liny przeciągniętej pod dnem okrętu, od burty do burty. Marynarze stojący po obu burtach trzykrotnie przeciągali linę wraz z uwiązanym do niej człowiekiem. Każde samowolne opuszczenie okrętu, zwłaszcza gdy zmuszony był on wyjść w tym czasie w morze, było karane utratą żołdu, chłostą, a nawet śmiercią. Udział w buncie lub spisku był bezwzględnie karany śmiercią. Często winowajcę wyrzucano za burtę. Wobec powszechnej nieumiejętności pływania wśród braci żeglarskiej było to równoznaczne z wyrokiem śmierci.
Artykuły XIV – XVI dotyczyły pełnienia służby wachtowej i służby wartowniczej. Wielką wagę przywiązywano do tej sprawy, toteż stawienie się do pełnienia służby w stanie nietrzeźwym karane było chłostą. Podobną karę wymierzano także za niedbałe pełnienie wachty, zwłaszcza za spanie na wachcie.
Kolejny artykuł zobowiązywał wszystkich członków załogi do bezwzględnego podporządkowania się rozkazom kapitana, a także do przyjęcia wymierzonych kar.
Artykuły XVIII – XX dotyczyły udziału marynarzy w bezpośredniej walce wręcz, postępowania ze zdobyczami i jeńcami. I tak np. po zajęciu statku nie wolno było marynarzom samodzielnie dokonywać podziału łupów, lecz nietknięty statek wraz z ładunkiem, z jego załogą oraz ewentualnymi skarbami musiał być oddany w całości Komisji Morskiej dla podjęcia ostatecznej decyzji i wydania wyroku. Komisja Morska decydowała też o losach jeńców. Tylko sprawy osób znamienitych: posłów, kupców, przedstawicieli armatorów czy też arystokratów, rozstrzygał osobiście król.
Artykuł XXI brał pod uwagę ewentualność niedotarcia okrętu strażniczego wraz ze zdobycznym pryzem, do portu macierzystego. Sztorm, awaria lub inne przyczyny mogły spowodować zawinięcie okrętu królewskiego do przypadkowego portu schronienia. Wówczas kapitan zobowiązany był zwrócić się do miejscowych władz i wspólnie z nimi sporządzić dokładny inwentarz zdobyczy, przesłać do Komisji Morskiej i dopiero po uzyskaniu jej zgody dokonać podziału łupów według obowiązujących zasad. Dokumenty o charakterze poufnym, w stanie nienaruszonym należało dostarczyć Komisji Morskiej. Inaczej było w przypadku, gdy w grę wchodziły plany działań wojennych. Wówczas kapitan miał prawo zapoznać się z ich treścią, aby uprzedzić ewentualny manewr przeciwnika.
Autorytet kapitana okrętu strażniczego wspierały kolejne artykuły: XXII – XXV, uprawniające dowódcę do bardzo surowego karania każdego przejawu nieposłuszeństwa. Kapitan przyjmował nowo zaciągających się do służby, on też był władny w każdej chwili zwolnić marynarza, jeżeli uznał, że ów źle wywiązuje się ze swoich obowiązków. Każda próba zamachu na kapitana, kwatermistrza lub bezpośredniego przełożonego w czasie trwania żeglugi, głosił artykuł XXIV, miały być bezwzględnie ukarane śmiercią. Artykuł XXV zobowiązywał wszystkich członków załogi do zachowania w tajemnicy wszystkich spraw, które wiązały się ze służbą, głównie z planowanymi i wykonywanymi działaniami o charakterze wojennym.
Wreszcie trzy ostatnie artykuły: XXVI – XXVIII dotyczyły osoby profosa, który w imieniu Komisji Morskiej odbierał przysięgę na wierność i bezwzględne posłuszeństwo od marynarzy i żołnierzy piechoty morskiej, i który, zgodnie z tradycją wraz z kapitanem w każdy poniedziałek, gdy okręt znajdował się w porcie, uczestniczył w sądzie marynarskim.31
Przytoczone postanowienia artykułów morskich stanowiły szczegółowe i przemyślane ustawy regulujące służbę na okrętach floty królewskiej. Był to jeden z najwcześniejszych na świecie regulaminów marynarki wojennej, ujmujący tak wszechstronnie i dokładnie zasady służby we flocie wojennej.
Zygmunt August starał się więc od początku tworzenia polskich sił zbrojnych na morzu nadać im cechy regularności, upatrując w tym gwarancji skutecznego działania. Był też pierwszym polskim królem, który zrozumiał potrzebę prowadzenia aktywnej polityki morskiej.32
Zygmunt August zdając sobie sprawę ze słabości floty utworzonej systemem kaperskim dążył do budowy regularnej floty wojennej. W tym celu zwołany na 6 stycznia 1572 r. do Warszawy sejm miał zająć się sprawami polityki morskiej i floty. Rozważano wniosek króla „ostatecznej", czyli stałej, a nie tylko na czas wojny flocie. Jednak okoliczności dla rozwoju floty i jej ostatecznego przekształcenia w regularną stałą marynarkę układały się coraz mniej pomyślnie. Wprawdzie budowę okrętów rozpoczęto w Elblągu, ale gdańszczanie w imię swoich, ciasno pojętych interesów zniszczyli niewykończony jeszcze okręt, królewską galeonę „ Smok", symbol i zaczątek polskiej floty wojennej.33
Śmierć króla Zygmunta Augusta 7 lipca 1572 r., twórcy i naczelnego admirała polskiej floty wojennej położyła kres aktywnej realizacji polskiej polityki morskiej. W ciągu jego długiego panowania Polska stała się europejskim mocarstwem, dysponującym wybrzeżem morskim o długości 1500 km i silną flotą wojenną, która operowała we wszystkich rejonach Morza Bałtyckiego, od cieśnin duńskich po Zatokę Fińską. W tym czasie Puck był jedynym portem wojennym Rzeczypospolitej, który pomimo niedogodnych warunków nawigacyjnych i wczesnego zamarzania odegrał ważną rolę jako baza floty królewskiej. Stąd polskie okręty wyprawiały się na tzw. chadzki wodne, czyli wypady na nieprzyjacielskie statki. Ponadto dzięki flocie królewskiej aż do połowy XVII wieku datował się bujny rozwój organizmu miejskiego.
Podkreślenia wymagają słowa wielkiego króla, wypowiedziane niejako w testamencie, bo przed śmiercią, że ... stateczną armatę należy na morzu swoim chować.34
Po śmierci Zygmunta Augusta, w okresie zamieszania związanego z bezkrólewiem i tarciami wokół kandydatury do tronu, flota znalazła się w trudnych warunkach. Nadal funkcjonowała, głównie w Pucku, gdzie przewodził strażnikom morskim pułkownik wojsk broniących wybrzeża, starosta pucki Ernest Wejher. Jednak doznawała ona coraz dotkliwszych ciosów ze strony floty duńskiej i szwedzkiej oraz moskiewskiej działającej z Narwy.35
Pomimo niekorzystnej sytuacji rolę rzecznika interesów polskich na Bałtyku wzięło na siebie wielu światłych i rozumiejących potrzebę posiadania przez Polskę floty wojennej doradców zmarłego króla. Należeli do nich m. in. przewodniczący Komisji Morskiej Jan Kostka, biskup kujawski Stanisław Karnkowski i sekretarz królewski Jan Dymitr Solikowski.36
Karnkowski w dziele pt. De iure provinciale terrarum, maiorumque civitatum Prussiane (O prawach prowincji i większych miast pruskich), wydanym w Krakowie w 1574 r., a napisanym dla nowego władcy Henryka Walezego, przedstawił w nim poglądy na politykę bałtycką Polski i „dominium maris Baltici". Autor pragnął nakłonić króla do pieczołowitego zajęcia się sprawą floty i handlu morskiego, podkreślając: gdy morzem władać będziemy, wówczas i o sprawiedliwość, pokój i obronę brzegów, portów i prowincji, którymi najważniejsze narody stoją i do góry się podnoszą, łacniej postarać się będziem mogli.37
Słowa te będące swoistym podsumowaniem wielomiesięcznych dyskusji i równocześnie jednym z przejawów żywotności idei bałtyckiej, dobitnie podkreślały, że tylko dostęp do morza jest podstawą dorobku ekonomicznego, a zatem i niezależności politycznej państwa. Biskup pragnął ponadto uzmysłowić społeczeństwu polskiemu korzyści płynące z „uprawy" morza, a punktem wyjścia było stwierdzenie, że panowanie na morzu zasadza się na władaniu bezpośrednim i na władaniu użytecznym. Pierwsze obejmowało trzy problemy: organizowanie żeglugi w zależności od okoliczności, a w tym podczas wojny i pokoju, otwieranie nieznanych szlaków żeglugowych i zamykanie niekorzystnych szlaków dla króla oraz prowincji. W ostatnim przypadku chodziło o żeglugę narewską, godzącą w interesy państwa. Ponadto władanie bezpośrednie miało obejmować zagospodarowanie i umocnienie wybrzeży i portów przez budowę fortyfikacji, nakładanie ceł morskich i wreszcie organizowanie wypraw morskich. Królowi przysługiwało również sprawowanie sądownictwa wyższego i niższego nad wszystkimi ludźmi morza.
Z kolei zakres władania użytecznego obejmował rybołówstwo morskie, pozyskiwanie bursztynu i soli oraz innych bogactw morza, a także przejmowania towarów z rozbitych statków.38
Natomiast Solikowski sprawy polskiego morza i floty wojennej propagował w swych mowach i pismach.39 Szczególnie najcelniejsze uwagi dotyczące problematyki morskiej zawarł on w Rozmowie kruszwickiej,40 napisanej najprawdopodobniej w lutym 1573 r. Opowiadał się w niej za elekcją Henryka Walezego, gdyż jego zdaniem tylko on mógł zagwarantować wzmocnienie potencjału morskiego, a głównie podniesienie rangi Gdańska jako portu Rzeczypospolitej i budowę floty wojennej. Solikowski doceniał znaczenie posiadania floty i portów oraz prowadzenia wojennej polityki morskiej, gdyż ich brak mógł doprowadzić z czasem do zależności gospodarczej od innych krajów, a ponadto groził przekształceniu Polski w surowcowy, niesamodzielny dodatek do państw, które opanowały żeglugę międzynarodową.41
Dawny sekretarz Zygmunta Augusta na znaczenie kwestii morskiej w walce poprzedzającej elekcję zwrócił po raz pierwszy uwagę w Zdaniu względem wyboru króla, powstałym latem 1572 r., a więc tuż po śmierci Zygmunta Augusta.42
Elekcja Henryka Walezego na króla stwarzała początkowo nadzieje na pomoc Francji w zabezpieczeniu „dominium maris Baltici". W Pacta conventa Walezy zobowiązywał się poza zapewnieniem udogodnień dla polskich kupców w portach francuskich do wystawiania i własnym sumptem utrzymywać potrzebną i wystarczającą flotę do obrony portu i panowania na morzu, przyległym do królestwa i jego prowincji, jak daleko się tylko rozciąga cały ten krąg polskich dzierżaw.43 Jednak wobec nagłego wyjazdu Walezego do Francji planów tych nie zrealizowano.
Kolejny król Stefan Batory zajęty od początku działaniami zbrojnymi na wschodzie nie przywiązywał zbyt dużej wagi do uprawiania aktywnej polityki morskiej. Wprawdzie zmusił buntujący się Gdańsk do uznania jego zwierzchnictwa w 1577 r., wykorzystując do tego celu flotę kaperską 9 okrętów bazującą w Pucku i dowodzoną przez Ernesta Wejhera, ale później traktatem z 26 lutego 1585 r. uchylił konstytucję Karnkowskiego, która stanowiła gwarancję panowania polskiego na wybrzeżu i morzu. Ponadto zrzekł się do zasięgania opinii Gdańska przed podjęciem decyzji w kwestiach morskich.44 Oznaczało to koniec wielkich aspiracji morskich Rzeczypospolitej.
W drugiej połowie XVI wieku, kiedy to Polska gwałtownie zetknęła się z problemami morza, pojawiło się w polskim piśmiennictwie wojskowym dzieło o charakterze wyjątkowym, które różni się na korzyść od wszystkich ówczesnych polskich traktatów wojskowych stroną ilustracyjną, tj. planami bitew, schematami szyków bojowych i rysunkami sprzętu wojskowego. Była to pierwsza praca wojskowa tak bogato ilustrowana, przewyższająca pod względem technicznym opisów pozostałe polskie traktaty wojskowe XVI wieku. Dziełem tym były Księgi hetmańskie Stanisława Sarnickiego.45
Autor tego niezwykłego dzieła nie był wojskowym, lecz duchownym protestanckim. Urodził się około roku 1532 w Mokrem Lipiu w ziemi chełmińskiej. Studiował na uniwersytecie w Królewcu, zajmował się badaniami historycznymi i geografią. Wiele też podróżował, także morzem. Stąd dobrze znał obce kraje, a ponadto czytał rozprawy zagranicznych autorów.
W latach 1577-1578 powstało dzieło Księgi hetmańskie, ale jego największym dziełem historycznym były „Roczniki", wydane drukiem w Krakowie w roku 1587, w których autor opisał dzieje Polski od czasów najdawniejszych aż do panowania Stefana Batorego.
Interesujące nas dzieło Stanisława Sarnickiego Księgi hetmańskie składa się z 10 ksiąg, które dzielą się na rozdziały i podrozdziały. Zachowało się ono do naszych czasów w sześciu rękopisach. W tym obszernym dziele o sztuce wojennej zawarł wiedzę o ćwiczeniach żołnierzy i działaniu wojska podczas wojny, opierając się na doświadczeniach polskich i obcych. Natomiast przedostatnia, IX księga dzieła Sarnickiego zawiera wiadomości nie spotykane w innych polskich pracach wojskowych XVI wieku, poświęcona bowiem została zagadnieniom morskiej sztuki wojennej. Tytuł zaś jej brzmi Dziewiąte księgi o zwyczaju morskiej bitwy. Napisana ona została na podstawie księgi XI traktatu Walturiusza poświęconej bitwom morskim i budowie okrętów oraz księgi IV Wegecjusza. Wstępna jej część zawiera opis różnych typów okrętów oraz materiałów używanych do ich budowy. W warunkach polskich, jego zdaniem, najlepszym drzewem był dąb, król wszystkich drzew. Natomiast do jego zbijania proponował używanie gwoździ miedzianych, a nie żelaznych. Z kolei w rozważaniach O czasiech nawigacyjej, o znakach, o wiatrach, o zegarze okrętowem, natura morza pełno jest szczegółów i ciekawostek, gdyż w tej materii jego wiedza nie mogła być zbyt duża.46 Ponadto Sarnicki przytoczył przykład bitwy morskiej, opisując oraz przedstawiając graficznie na planie bitwę stoczoną w roku 1571 przez flotę Ligi panów chrześcijańskich pod dowództwem Don Juana d'Austria z flotą turecką Alipaszy pod Lepanto, w Zatoce Korynckiej, chociaż błędnie ją umiejscowił w Zatoce Ambracyjskiej, gdzie w starożytności stoczona została bitwa morska pod Akcjum. 47
Sarnicki wzywał też do utworzenia „Szkoły morskey woyny", która miała przygotować oficerów głównie do „kunsztów fraybierskich", tj. do działań na morzu. Uważał, że szkoła taka mogła być urządzona nad Wisłą w okolicach Krakowa, gdyż pozwoliłoby to na sprawowanie nad nią patronatu przez dwór królewski.48 Podkreślał, że także oficerowie wojsk lądowych powinni być przygotowani do udziału w obronie wybrzeża.
„Księgi hetmańskie" Stanisława Sarnickiego były pierwszym dziełem w polskim piśmiennictwie wojskowym końca XVI wieku, które przedstawiało całokształt problematyki działań na morzu.49
Po śmierci Króla Stefana Batorego ponownie nawiązano do idei bałtyckiej. Było to związane z elekcją Zygmunta III Wazy na tron polski. Elektorzy oczekiwali od niego prowadzenia aktywnej polityki morskiej, ale naturalnie bez nadzwyczajnych obciążeń szlachty. Wyrazicielem tych tendencji był m. in. Stanisław Gostomski, który w napisanej w 1587 r. broszurze pt. Racje pro electione Zygmunta, królewicza szwedzkiego, militantes in anno 1587 uważał, iż wyniesienie Wazy na tron polski pozwoli na płaszczyźnie współpracy politycznej i gospodarczej ze Szwecją, wskrzesić flotę oraz tą drogą uwolnić polski handel morski od ciężarów duńskiego cła.50
Wybór w roku 1587 Zygmunta III Wazy na króla Polski tych oczekiwań nie spełnił. Będąc z pochodzenia Szwedem, marzył o koronie swego rodzinnego kraju. Po wymuszonej przez stryja Karola IX detronizacji Zygmunta III z tronu szwedzkiego w 1598 r., z którą ten się do końca życia nie pogodził, stało się to pretekstem do rozpoczęcia przez królów szwedzkich długoletnich wojen z Polską. Najważniejszą przyczyną walki o „dominium maris Baltici" było jednak dążenie Szwecji do opanowania całego basenu Morza Bałtyckiego. Pozostanie jednakże bezspornym faktem, że Zygmunt III i jego dwaj synowie Władysłwa IV i Jan Kazimierz przez 60 lat z małymi przerwami musieli walczyć ze Szwecją o polski stan posiadania nad Bałtykiem.
Początki morskiej myśli wojskowej w Polsce sięgają drugiej połowy XV wieku, ale rozwój zainteresowania problematyką morską nastąpił w XVI wieku, do czego przyczyniło się realizowanie idei „dominium maris Baltici". Twórca tej koncepcji Zygmunt August spowodował jej szeroki rozwój, obejmujący kilka kompleksów zagadnień. Należały do nich zabiegi związane z ochroną własnych portów i sprawowanie władzy zwierzchniej nad całą południowo-wschodnią częścią Bałtyku, co doprowadziło do utworzenia Komisji Morskiej i rozbudowy floty wojennej.
Ten ambitny i wszechstronny program bałtycki nie znalazł, niestety, należytego zrozumienia wśród szlachty. Był on w znacznej mierze dziełem samego króla i jego otoczenia, a głównie Jana Kostki, Stanisława Karnkowskiego, Jana Dymitra Solikowskiego, Jana Zamoyskiego i Ernesta Wejhera.
Po śmierci Zygmunta Augusta podczas wszystkich trzech kolejnych elekcji zagadnienia morskie wysuwano na plan pierwszy, a pacta conventa nakładały na królów tradycyjny od czasów Henryka Walezego obowiązek wystawienia i utrzymania floty wojennej, gdyż ogół zrozumiał, że nie dość jest odzyskać dostęp do morza, lecz że należy umieć ten dostęp wyzyskać w postaci wykorzystania Bałtyku, jako arterii komunikacyjnej, a przy tem wykorzystaniu należy mieć zbrojną służbę na morzu. 51
Natomiast morska teoretyczna myśl wojskowa w Polsce do końca XVI wieku nie wyszła poza stadium początkowe, gdyż poza Księgami hetmańskimi Stanisława Sarnickiego nigdzie nie poruszono problematyki wojny na morzu. Było to wynikiem specyfiki zagrożenia zewnętrznego, w którym aspekt morski odgrywał niewielką rolę. 52 Dopiero następne stulecie stało się okresem żywiołowego jej rozwoju.
Przypisy:
Zdaniem J. Widajewicza, to Mieszko I i Bolesław Chrobry byli twórcami polskiej polityki bałtyckiej i morskiej. Zob. J. Widajewicz, Słowianie zachodni na Bałtyku , Toruń 1934, s. 26-36.
Zob. E. Kosiarz, Wojny na Bałtyku X-XIX w: Gdańsk 1978, s. 35-40; G. Labuda, Fragmenty dziejów Słowiańszczyzny Zachodniej, t. 2, Poznań 1964, s. 125-131.
E. Koczorowski, Pierwsze związki Polski z Bałtykiem, „Przegląd Morski", 1982 nr 7-8, s. 98-99;
W. Dzwonkowski, Wojsko i wojna u Słowian w pierwszym 1000-leciu po Chrystusie, „Bellona", 1945 nr 6, s. 238.
M. Prosnak, Flota polska w dobie pierwszych Piastów w świetle zachodnich źródeł, „Nautologia", 1991 nr 3-4, s. 40.
Zajęcie przez Krzyżaków w 1309 r. Pomorza Gdańskiego nie zahamowało jednak aktywności gospodarczej książąt pomorskich, uzyskujących znaczne korzyści z portów morskich. Zob. W. Odyniec, Sprawy morskie I Rzeczypospolitej, „Przegląd Morski", 1986 nr 7-8, s. 120.
Na temat wojny trzynastoletniej istnieje obszerna literatura, a m. in.: J. Wimmer, M. Krwawicz, Wojna trzynastoletnia (1454-1466), Warszawa 1957; M. Biskup, Wojna trzynastoletnia i powrót Polski nad Bałtyk w XV wieku, Kraków 1990; tenże, Stosunek Gdańska do Kazimierza Jagiellończyka w okresie wojny trzynastoletniej, Toruń 1952; tenże, Gdańska flota kaperska w okresie wojny trzynastoletniej, Gdańsk 1953; tenże, Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521, Gdańsk 1993; M., Bielski, W. Rezmer, Bitwy na Pomorzu 1109-1995, Gdańsk 1993. Działania morskie przedstawił W. Hubert, Wojny bałtyckie, Warszawa 1939, ale ostatnio opracował je gruntownie J.W. Dyskant, Zatoka Świeża 1463, Warszawa 1987.
Do działań bojowych przystosowywano statki handlowe, które po niezbędnej przebudowie i przezbrojeniu stawały się okrętami wojennymi. Ich kapitanowie otrzymywali od władców lub rad miejskich specjalne upoważnienia do prowadzenia działań na morzu, zwane listami kaperskimi. Zob. W. Zarzycki, Kaprowie
i piraci polscy, Warszawa 1997. Problemy techniczne ówczesnych jednostek wojennych przedstawiono w pracy Polska technika wojskowa do 1500 roku, pod red. A. Nadolskiego, Warszawa 1994, s. 362-377.
M. Biskup, Gdańska flota kaperska w czasie wojny trzynastoletniej 1454-1466, Gdańsk 1953, s. 21; M. Pelczar, Rozwój i stan badań historycznych nad dziejami polskiej floty morskiej okresu do końca XIX wieku, „Rocznik Ośrodka Nauk Społecznych i Wojskowych Marynarki Wojennej", 1966 nr 3, s. 24.
W liście zamieszczano imię władcy lub wystawiającej go rady miejskiej, nazwisko i imię kapitana, zezwolenie na zwalczanie statków przeciwnika lub innych płynących do jego portów oraz wykaz państw i miast neutralnych, których statki należało oszczędzać, jeżeli nie płynęły do portów przeciwnika. List zawierał także prośbę o pomoc w zaopatrzeniu danego kapitana w żywność i inne niezbędne środki oraz zapewnienie mu swobody żeglugi na wodach lub w portach państw przyjacielskich.
J.W. Dyskant, op. cit., s. 137-168.
M. Krwawicz, Działania polskiej floty wojennej podczas wojny o odzyskanie Pomorza w latach 1454-1466, „Myśl Wojskowa", 1956 nr 1, s. 85.
W. Odyniec, Sprawy morskie I Rzeczypospolitej, w: Polityka morska państwa w 40-leciu PRL, Gdańsk 1986, s. 2.
E. Koczorowski, Gdy systemem kaperskim floty wystawiano, „Przegląd Morski", 1982 nr 9, s. 62.
T. Górski, Flota Jagiellonów i Wazów, Gdańsk 1989, s. 104-105.
K. Lepszy, Dzieje floty polskiej, Gdańsk 1947, s. 43.
S. Bodniak, Żołnierze morscy Zygmunta Augusta (1517-1522), „Nautologia", 1970 nr 1-2, s. 42-43.
W. Odyniec, Starostwo puckie 1546-1678, Gdańsk 1961, s. 53.
T. Ocioszyński, Rozwój żeglugi i myśli morskiej, Gdynia 1968, s. 284.
K. Lepszy, Zarys dziejów polskiej marynarki, Kraków 1947, s. 9-11; W. Odyniec, Sprawy morskie I Rzeczypospolitej..., s. 1-16; tenże, Polskie dominium maris Baltici, „Nautologia", 1981 nr 4, s. 50-53.
Zob. K. M. Kowalski, Puck jako twierdza morska i siedziba arsenału w XVI i XVII w., w: Związki Pucka z morzem i Marynarką Wojenną, Puck 1998, s. 51-68.
J. Wójcik, Dzieje Polski nad Bałtykiem, Warszawa 1989, s. 150.
W. Odyniec, 400-lecie powołania Komisji Morskiej, „Rocznik Ośrodka Nauk Społecznych i Wojskowych Marynarki Wojennej", 1968 nr 4, s. 41-46; E. Koczorowski, Pierwsza Komisja Morska i jej wpływ na rozwój polskiej floty wojennej w XVI w., „Przegląd Morski", 1968 nr 6, s. 43-54.
Zob. W. Aleksandrowicz, Jan Kostka senator wielkiej sławy i rozumu praeses primarius commissarius Komisji Morskiej, „Nautologia", 1968 nr 1-2, s. 53-58.
J. Wójcik, op. cit., s. 163.
J. Pertek, Polacy na morzach i ocenach, t. 1, Poznań 1981, s. 104-105.
S. Bodniak, Polska a Bałtyk..., s. 88; K. Lepszy, op. cit., s. 104.
K. Lepszy, op. cit., s. 106-107.
Polski system kaperski działał pod znakiem majestatu bandery królewskiej, która chroniła okręty floty przed podejrzeniami o piractwo.
Okręty floty strażniczej podnosiły dwie bandery: narodową i królewską. Bandera narodowa nawiązywała wzorem i barwą do chorągwi Korony Królestwa Polskiego, a zatem całego państwa.
Pierwsze artykuły morskie król ogłosił 31 maja 1566 r., ale ich treść pierwotna nie zachowała się.
Zob. S. Bodniak, Ordynacja dla kaperskiej floty polskiej z 1571 roku; Komunikat Instytutu Bałtyckiego nr 27, Gdynia 1935; J. Wójcicki, Dzieje Polski nad Bałtykiem, Warszawa 1989, s. 155-159.
K. Górski, Polska w zlewisku Bałtyku, Gdańsk-Bydgoszcz-Szczecin 1947, s. 121.
K. Lepszy, Dzieje floty polskiej, Gdańsk 1947, s. 164; twierdzi, że galeona ocalała i nie została spalona przez flotę gdańską. Faktem było jednak, że do służby nie weszła.
W. Odyniec, op. cit., s. 46.
S. Bodniak, Sprawy „Straży morskiej" w bezkrólewiach i za Henryka Walezego (1572-1575), „Nautologia", 1968 nr 1-2, s. 102-106.
Zob. E. Kotarski, U progu marynistyki polskiej XVI-XVII wiek, Gdańsk 1978, s. 220-268.
Z. Lepszy, Dominium maris Baltici, s. 204.
W. Odyniec, Pojęcia dominium maris Baltici u Stanisława Karnkowskiego, „Nautologia", 1981 nr 4, s. 50-53.
Jego zasługi dla spraw morskich obszernie opisał E. Kotarski, Kto ma państwo morskie... Problemy morza w opinii dawnej Polski, Gdańsk 1970, s. 39-54.
Zob. E. Kotarski, op. cit., s. 171-186.
J. Górski, Poglądy merkantylistyczne w polskiej myśli ekonomicznej XVI i XVIII wieku, Wrocław-Warszawa 1958, s. 65.
E. Kotarski, U progu marynistyki ..., s. 234-235.
K. Lepszy, Dzieje floty polskiej, s. 145.
S. Bodniak, Stefan Batory a Gdańsk, „Rocznik Gdański", R. VI, Gdańsk 1932, s. 131-134.
Zob. J. Wójcicki, op. cit., s. 159-160; J. Sikorski, Polskie piśmiennictwo wojskowe od XV do XX wieku, Warszawa 1991, s. 104-114; tenże, Stanisław Sarnicki jako pisarz wojskowy, „Zeszyty Naukowe WAP" 1967, Seria historyczna nr 15, s. 56-62.
Do wiadomości morskich Sarnickiego krytycznie odniósł się Stanisław Bodniak, który próbując ustalić ich źródła zwrócił jednak uwagę na fakt, że słownik morski autora „Ksiąg hetmańskich" jest najbogatszy na przestrzeni XVI wieku. S. Bodniak, Sprawy morskie w „Księgach hetmańskich" Sarnickiego (1575-1577), „Rocznik Gdański", t. XII, Gdańsk 1939, s . 117-124.
Zob. O zwyczaju morskiej bitwy, pod red. J. Z. Lichańskiego, Gdańsk 1984, s. 54-80.
J. Wójcicki, op. cit., s. 159-160.
Szerzej J. Sikorski, „Księgi hetmańskie" Stanisława Sarnickiego na tle piśmiennictwa wojskowego w Polsce XVI wieku, „Studia i Materiały do Historii Wojskowości" 1966, t. XII, s. 3-69.
E. Kotarski, U progu marynistyki polskiej..., op. cit., s. 143.
W. Hubert, Historia wojen morskich, Warszawa 1935, s. 256.
K. Olejnik, Rozwój polskiej myśli wojskowej do końca XVII w., Poznań 1976, s. 194
Donald Tusk przekazuje nieprawdziwe informacje o polskich stoczniach (2007-10-09)
Donald Tusk przekazuje nieprawdziwe informacje o polskich stoczniach (2007-10-09)Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: Andrzej Jaworski - Prezes Stoczni Gdańskiej
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=6047
Problem w polskich stoczniach (2007-01-25)Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: Paweł Brzezicki - Prezes Agencji Rozwoju Przemysłu
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=4129
O co walczy Stocznia Gdynia? (2006-12-02)Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: Andrzej Jaworski - Prezes Stoczni Gdańskiej
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=3582
Stocznia Gdańska wytoczyła proces "Gazecie Wyborczej" (2006-10-19)Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: Andrzej Jaworski - Prezes Stoczni Gdańskiej
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=3170
Stocznia Gdańska została oddzielona od Gdyńskiej (2006-08-22)Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: Paweł Brzezicki - prezes Agencji Rozwoju Przemysłu
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=2699
Co dalej z kolebką Solidarności? Obecna sytuacja w Stoczniach: Gdańskiej i Gdyńskiej. (2006-06-21)Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: Andrzej Jaworski - prezes Stoczni Gdańskiej
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=2306
Autor: Andrzej Jaworski - Prezes Stoczni Gdańskiej
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=6047
Problem w polskich stoczniach (2007-01-25)Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: Paweł Brzezicki - Prezes Agencji Rozwoju Przemysłu
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=4129
O co walczy Stocznia Gdynia? (2006-12-02)Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: Andrzej Jaworski - Prezes Stoczni Gdańskiej
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=3582
Stocznia Gdańska wytoczyła proces "Gazecie Wyborczej" (2006-10-19)Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: Andrzej Jaworski - Prezes Stoczni Gdańskiej
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=3170
Stocznia Gdańska została oddzielona od Gdyńskiej (2006-08-22)Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: Paweł Brzezicki - prezes Agencji Rozwoju Przemysłu
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=2699
Co dalej z kolebką Solidarności? Obecna sytuacja w Stoczniach: Gdańskiej i Gdyńskiej. (2006-06-21)Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: Andrzej Jaworski - prezes Stoczni Gdańskiej
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=2306
Wednesday, June 18, 2008
Monday, June 16, 2008
Tuesday, April 8, 2008
Polish catholic woman Sendler Irena Mother of the Holocaust Children
Polish catholic woman Sendler Irena Mother of the Holocaust Children


Polish Woman Sendler Irena Mother of the Holocaust Children
Irena Sendler: WWII Rescuer and Hero
by Peter K. Gessner
Irena Sendler
Irena Sendler was born in 1910. Her father was a socialist and a doctor in Otwock, a town some 15 miles southeast of Warsaw. Most of his patients were Jewish.
In October 1942, when in German-occupied Poland the Council for Aid to Jews - codename "Zegota" - was organized by the Polish Underground, Sendler was one of its first recruits. Thirty-two years old, she was at the time a Senior Administrator in the Warsaw Welfare Department. She had already been very involved in helping Jews before the Germans set up the Jewish Ghetto. She became the director of the Childrens Section of Zegota using the codename: Jolanta.
Sendler had already been helping Jews well before becoming the founding of Zegota. Her Welfare Department operated canteens for orphans, poor people and the destitute in every district of the city. Jews, whose bank accounts, real estate and property had been quickly confiscated by the Germans, found themselves among the ranks of the poor, yet by German edict were denied all forms of assistance. Sendler, having recruited at least one co-worker, or more correctly, co-conspirator from each of the ten centers of the Welfare Department, strove to find ways to circumvent the German edicts. Jewish families were registered under fictitious Christian names, were registered for short periods a tenants and to prevent inspections, their families were reported as being afflicted with such highly infectious diseases as typhus and tuberculosis. When the Ghetto was sealed, however, 90% of the 3000 Jews that were being helped through her efforts, ended up behind its walls.
Irena Sendler receiving the In the Service of Health medal from Poland's Minister of Health. Warsaw, October 1958
To be able to enter the Ghetto, she managed to obtain for herself and her co-conspirator, Irena Schultz, official passes from doctors in Warsaws Epidemic Control Department that allowed them to legally entre the Ghetto. They visited the Ghetto daily, reestablished contacts and brought themselves or arrange for others to bring to the Ghetto food, medicines, money and clothing. However, given the terrible conditions in the Ghetto, where 5,000 people were dying a month from starvation and disease, the two decided to help people, particularly children, to get out of the Ghetto. This was no easy task. Moreover it got more difficult as time went on and the Germans sealed the various avenues - underground passages, holes in the Ghetto wall, etc. - that were used in the process. Some guards could be bribed, and children could and sometimes were thrown over the Ghetto wall.
For Sendler, a young mother herself, persuading parents to part with their children was in itself a horrendous task. Finding families on the Christian - so called Aryan side - willing to shelter the children, and thereby willing to risk being executed if the Germans ever found out, was also not easy. As a rule, the children were first placed in a temporary shelter, then to a foster home after they had somewhat recovered from their period of destitution. There was also a need to wait for them to receive from the Polish Underground false identity papers that were good enough to pass German muster. Each child had to be provided with a factitious birth and baptismal certificate and a family history of parents, siblings, aunts and uncles, etc. which the children, if old enough, had to commit to memory. Sendler carefully noted, in coded form, the childrens original names and their new identities and buried the information in glass jars in a garden so that at some point in the future they could be returned to their parents, or at least know who they had been. In all Sendler, her jars contained the names of 2,500 children.
On October 20, 1943 Sendler was arrested by the Gestapo. Although subjected to beatings and torture during which both of her feet and legs were broken, but not her spirit: she revealed nothing. Never again would she be able to walk without crutches. Sentenced to death, she was rescued by Zegota which, fearful that she would break down and reveal the location of the children, managed to bribe a guard to check off her name on a list of those already executed. As a result, she was listed on public bulletin boards as among those on whom a sentence of death had been carried out.
Rescued, she had to assume a completely new identity and liver an entirely new life. She could not visit her dying mother, nor attend her funeral. But she did again become deeply involved in the work of Zegota and after the war was able to give the childrens whos who identify information to the Central Committee of Polish Jews.
In the post-war period she again immersed herself in the area of Social Welfare, working in the Ministry of Health. Having been in the Polish Underground was not looked upon with favor by Polands communist masters. Though she was never arrested by the Communist authorities, she was threatened that her children was not be allowed to have access to higher education.
In 1965 she accorded the title of Righteous Among the Nations by the Yad Vashem organization in Jerusalem and in 1991 she was made an honorary citizen of Israel. Interviewed in 1995 on camera in a 40-minute French documentary by Polish-born writer and film-maker Marek Halter, Sendler, her squinty, blue eyes awash with tears, recounted how she smuggled Jewish children out of the Warsaw Ghetto in an ambulance. In the front seat, a dog barked loudly to drown out the cries of her small passengers. Still visited by some of Jews she saved, ``I could have done more,'' she said. ``This regret will follow me to my death.''
Now 91 years old and confined to a wheelchair she continues to live in Warsaw where in May, 2001 she was visited by a group of four high school students from a rural school in Uniontown, Kansas. The students, accompanied by their parents and history teacher, came to meet the person whose life story inspired then to create a prize-winning dramatic presentation "Life in a Jar." The presentation, seen in many venues in the United States and popularized by National Public Radio, C-SPAN and CBS has brought Sendlers story of great courage and dedication to a wider public.
-----------------------------------------------------------------------
On August 22, 1939, a week before his attack on Poland, Hitler exhorted his nation: "Kill without pity or mercy all men, women and children of Polish descent or language. Only in this way can we obtain the living space we need." As many as 200,000 Polish children, deemed to have "Germanic" (Aryan) features, were forcibly taken to Germany to be raised as Germans, and had their birth records falsified. Very few of these children were reunited with their families after the war.
More than 500 towns and villages were burned, over 16 thousand persons, mostly Polish Christians, were killed in 714 mass executions, of which 60% were carried out by the Wehrmacht (German army) and 40% by the SS and Gestapo. In Bydgoszcz the first victims were boy scouts from 12 to 16 years old, shot in the marketplace. All this happened in the first eight weeks of the war. See Richard C. Lucas, The Forgotten Holocaust; The Poles under German Occupation. Lexington: The University Press of Kentucky [c1986].
In the East, the Russians, collaborating with the Germans (Hitler-Stalin Pact of Aug. 23, 1939) attacked Poland on September 17, 1939, and occupied the eastern part of Poland until June 1941. Massive killings followed, among them 21,857 officers, mostly reserve members of the army, police and frontier guards, whose bodies were found later in Katyn, Miednoye, Kharkov and Tver. Other bodies from these massacres have never been found. About two million Poles, mostly members of the intelligentsia, were deported to Siberia or to Kazakhstan in North and Central Asia. More than half never returned; thousands were killed in the fighting and over 452,000 became POWs in Soviet Russia. Poland disappeared from the European map, divided between Third Reich and the Soviet Union.
Out of its pre-war population of 36 million, Poland lost 22%, the highest percentage than any other country in Europe. The heaviest losses were sustained by educated classes, youth and democratic forces that could challenge totalitarianism later on. See I. C. Pogonowski, Poland: A Historical Atlas. New York, Hippocrene Books, 1987.
According to the German AB Plan, Poles were to become a people without education, slaves for the German overlords. Secondary schools were closed; studying, keeping radios, or weapon of any kind, or practicing any kind of trade were prohibited under the threat of death.
In 1988, the public prosecutor, Waclaw Bielawski, from the Main Commission for Investigation of Crimes Against the Polish Nation, issued a list of 1,181 names of Poles who had been killed for helping Jews during World War II. In 1997, the Main Commission – The Institute of National Memory and The Polish Society for The Righteous Among the Nations in Warsaw, published Part III in the series Those Who Helped: Polish Rescuers of Jews during the Holocaust. It reduced the list of 1,181 names to only 704, by accepting only those whose accounts could be independently corroborated and verified fifty years later. The publication also included the names of more than 5,400 Poles, who have been recognized by the Israeli Yad Vashem Institute – The Holocaust Martyrs’ and Heroes’ Remembrance Authority in Jerusalem, as “Righteous Among the Nations.” About 17,000 people of 34 nationalities were similarly honored. In Western Europe the automatic death sentence for help rendered to Jews did not exist, and applying it to a whole family or neighbors was unthinkable. The reign of terror that was organized in Poland was completely unique, and unimaginable in the West.
Those who were executed are not usually recognized as “Righteous”. They were generally murdered with the Jews they harbored, so there were no Jewish witnesses, while the Polish witnesses were not taken into consideration. Only in very rare cases (25 that were known in 1999), when a Jew managed to escape death and lived long enough to make the proper deposition in an Israeli consulate or at Yad Vashem (the State Tribunal of Israel) in Jerusalem, could the rescuers be recognized as “Righteous Among the Nations.”
Saving Jews was very difficult, as about 85% of Poland’s Jews either did not speak Polish or spoke a dialect. In many cases, Jews were easily distinguished by their appearance.
Poland, under the Soviet-imposed communist regime that lasted from 1948 until 1989, was cut from the West. Poles lost contact with the Jewish persons they saved, most of whom left the country. Many Polish Jews changed their names, either under the occupation or after settling abroad. Furthermore, it was dangerous to maintain correspondence with the West. Many of the rescuers also changed their addresses, due to the massive migration from the eastern part of the country, incorporated into the Soviet Union, to the western territories that were taken from Germany after the war.
The stories of the rescuers are a shining example of the most selfless sacrifice, surpassing in its heroism that of all the soldiers on the battlefield, whom we commemorate each November. In fact the soldier must fight; he cannot refuse. He is supported by the entire military organization and his efforts are mostly limited to battles that have a clear beginning and an end. He is paid and given the food, supplies and weapons that he needs.
Rescuers of Jews in Poland – on the other hand – were completely alone, often deprived of their pre-war means of livelihood, expelled from their farms, factories, businesses, offices and even homes, most of them living in dire poverty. For ome of them it was virtually impossible to earn a living. They were under no legal obligation to risk their own lives and, even more, the lives of their families and neighbors. Their help most often lasted days and nights, weeks, months, even years, always in secret, and always in the risk of discovery.
And what about the Polish woman, 95-year-old Irena Sendlerowa, who is credited with saving the lives of 2,500 Jews? Sendlerowa led about 20 helpers who smuggled Jewish children out of the Warsaw Ghetto to safety between 1940 and 1943, placing them in Polish families, convents or orphanages.
She wrote the children's names on slips of paper and buried them in jars in a neighbor's yard as a record that could help locate their parents after the war. The Nazis arrested her in 1943, but she refused - despite repeated torture - to reveal their names.
Anyone caught helping Jews in Nazi-occupied Poland risked being instantaneously shot, along with family members.
Even now, more than half a century after the end of the war, questions are still being asked: What was the Polish nation's response to the unfolding Jewish Tragedy? Did the Poles try to help the Jews? How much help could have been actually offered in view of the rigours imposed by German Occupation? Such questions call for a well-considered response based on historical facts.
Poland was the only country in occupied Europe where - throughout the duration of the war - a secret organisation existed whose express purpose was to help the Jews and find, at least for some of them, a place of safety. Initially coordinated by several committees, in December 1942 this action culminated in the creation of the Relief Council for Jews in Poland, code name 'Zegota'.
'Zegota' (1) organised financial aid and medical care for the Jews hiding on the 'Aryan side', and procured for them forged identity documents. 'Zegota' was successful in providing accommodation for many. This presented an extremely difficult problem as discovery of a person of Jewish origin on the premises resulted in an immediate execution of all the occupants.
E. Ringelblum (2) describes hundreds of such cases.
Some 2500 Jewish children from Warsaw were saved by 'Zegota' by placing them either with catholic Polish foster-families or in orphanages run by convents or local councils. Also, help in the form of money, food and medicines was organised by 'Zegota' for the Jews in several forced-labour camps in Poland.
As soon as the Jewish Tragedy became apparent, the Polish Government-in-Exile, the Underground State and Polish diplomacy embarked on a massive campaign, informing the free world of the plight of the Jews. Efforts were made to obtain help for them from the Allied Governments, the Vatican and from various organisations in the Allied countries. There were countless broadcasts, articles in the press, organised meetings, approaches to Allied leaders and governments in which the Free Polish leaders, ministers, politicians and diplomats over and over again informed that a crime of genocide was being committed by the Germans against the Jews. (3). The full story of the Jewish Tragedy was brought to the Allied countries by special couriers from the Polish Resistance, one of them gaining access to the inside of the Warsaw Ghetto and to a death camp. The couriers tried to persuade the Allies and the Jewish organisations that there was a real danger and urgency to help the Jews. Unfortunately the efforts of the Poles were in vain. The Allies were too busy with the on-going war to consider the plight of the Jews in Poland. The Jewish organisations in the free world could not bring themselves to believe the Polish reports - they thought it was all an exaggeration.
So, where were the rich and influential Jews from New York and London? What did they do to help their folks? And so, one more time the same question appears: HOW DARE Mrs. Pilar Rahola and El Pais atack Polish people and Poland?
The military wing of the Polish Underground State, the Home Army, tried to involve the Jewish organisations in Poland in resistance activities. At first, there was much reluctance on their part to participate. However, in 1942 the Jewish resistance movement began. The Home Army helped by providing military intelligence, communication with the Allies and eventually by providing some weapons, explosives and military expertise for the fighters in the Warsaw Ghetto Uprising (4).
It is worth noting here that Yad Vashem, the Holocaust Martyrs' and Heroes Remembrance Authority, has recently expressed both thanks and appreciation to the special unit of the 'Zoska' Battalion of the Polish Home Army, which in August 1944 captured the Warsaw Concentration Camp, the so-called 'Gesiowka', liberating 348 prisoners, Polish and European Jews.
Now, what about the ordinary Polish people - were they prepared to offer help to the Jews? At the early stage of Poland's occupation the Jews were selected for special treatment by the Occupant. This meant gradual isolation, degradation, starvation and eventual denial of the right to life for all Polish Jews.
Poland was the only country in all of Nazi-occupied Europe with death penalty for sheltering Jews. Germans knew how sympathetic Poles were to Polish Jews and in that way they could get rid of them both. Entire families, sometimes whole towns were murdered for sheltering Jews. Besides, 75% of the Jewish popiulation spoke only Yiddish, which later became a problem for those who wanted to be saved and pretend to be Poles.
The harsh reality of life for the rest of Poland's population was that everybody was preoccupied with the constant struggle for survival. To find work, to obtain enough food and other necessities of life - all these were of utmost importance to very many. Furthermore, there was the constant fear of being arrested and sent to a concentration camp, to forced labour in Germany, or to be taken as a hostage for public execution by a firing squad or hanging.
Three million Poles and three million Polish Jews perished as a result of the German occupation. Poland was the only country in occupied Europe where giving any kind of help to the Jews resulted in a collective execution of the helper and his or her family. Under such circumstances it would require a person of a special kind of courage and love of humanity to offer help to a Jew. How many saints would one find in any given community? How many such people would we find in Western Europe in the times of war? And yet there were Polish people who did help. It has always been difficult to establish the exact number of helpers, but some idea of that number can be gleaned from the Yad Vashem list of the 'Righteous among the Nations' (1). The list, as of 1st January 1997, gives the names of 14,706 persons from 34 nationalities who helped the Jews. 4,954 of them are Polish helpers. Among them are listed 11 catholic clergymen and 18 nuns. Only three organisations are honoured by Yad Vashem, one being the Polish organisation 'Zegota'. It is likely that - as research into the role of the Polish people in the Holocaust continues - the list of Polish names will grow.
Those listed are the helpers who survived and their heroism was verified by those whom they helped. But there were many who paid the ultimate price. In most cases those whom they were trying to help perished with them. The publication 'Those who helped' (1) lists 704 Poles who were killed because they helped the Jews. Places and dates are also given of mass executions by the Germans (the so-called pacifications of villages) of a further 143 Poles who rendered help to the Jews. To obtain and verify the names of those helpers who perished presents an even more difficult problem. Inevitably there will remain a large number of unknown heroes.
One can finally ask: Was the help given to the Jews of some significance? Stewart Steven, who in his book 'The Poles' (5), gives an extensive account of Polish-Jewish relations, offers the following conclusion: 'Maybe Poland could have done more for its Jewish population, but then so could every country of occupied Europe. The record shows that the Poles did more than most'.
So, what can we say about Poles, mostly Roman Catholic, who risked their own lives to save Jews from the Holocaust in Nazi-occupied Poland? But it is fair to say that rescuers came from every religious background: Protestant and Catholic, Eastern Orthodox and Muslim.
What about the fact that - despite the overwhelming and deadly idea of antisemitism in the Third Reich - there were a large number of individuals and organizations (such as Zygota in Poland) that risked (and sometimes lost) their lives in the effort to save Jews? They saved thousands of Jewish children from the Nazi, smuggled them out of the Warsaw Getto and hid with Polish families?
What about Jan Karski, a courier for the Polish government-in-exile, who alerted British and American politicians to Nazi plans to murder the Jews? After an unsuccessful attempt in Great Britain, he went to the United States to give all the proof of the Holocaust to the US President and the US Congress.
Finally, what about the Jewish collaborators with the communist regime under Stalin in eastern part of Poland after the 1939 Russia aggression?
Where is your journalistic code of ethics and – at least – common sence? Such articles as the one by Mrs. Pilar Rahola contribute even more to the ever-present anti-Polonism in the American and European media. Besides, it is too difficult to understand when the reader is not provided with wider information and truthful publications.
The double standards are evident by calling an event, such as the one in Jedwabne, an act of anti-Semitism, while burning a synagogue in Worcester, Mass in the United States was called "an act of vandalism", and a shooting in the Jewish Children Center in California - "an act of a mad man". If such acts took place in Poland, surely they would have been called anti-Semitic. American patriotism applied to Poles changes into nationalism.
For 1000 years, Poland had been the spiritual and religious center of Jewish Diaspora and produced one of the greatest world centers of Talmudic studies. 300 papers in Hebrew were published in Warsaw alone. Jews, unlike Blacks in America, were not forced to settle in Poland; they prospered, attended colleges and universities, owned factories, etc.
As early as in 1264, King Boleslav of Poland issued a charter inviting the Jews there. The charter was an amazing document, granting Jews unprecedented rights and privileges. For example, it stated that::
"The testimony of a Christian alone may not be admitted in a matter which concerns the money or property of a Jew. In every such incidence there must be the testimony of both a Christian and a Jew. If a Christian injures a Jew in any which way, the accused shall pay a fine to the royal treasury."
"If a Christian desecrates or defiles a Jewish cemetery in any which way, it is our wish that he be punished severely as demanded by law."
"If a Christian should attack a Jew, the Christian shall be punished as required by the laws of this land. We absolutely forbid anyone to accuse the Jews in our domain of using the blood of human beings."
"We affirm that if any Jew cry out in the night as a result of violence done to him, and if his Christian neighbors fail to respond to his cries and do not bring the necessary help, they shall be fined."
"We also affirm that Jews are free to buy and sell all manner of things just as Christians, and if anyone hampers them, he shall pay a fine."
Polish King Kazimierz was favorably disposed towards Jews. On October 9, 1334, he confirmed the privileges granted to Jewish Poles in 1264 by Boleslav V. Under penalty of death, he prohibited the kidnapping of Jewish children for the purpose of enforced Christian baptism. He inflicted heavy punishment for the desecration of Jewish cemeteries. And although Jews had lived in Poland since before the reign of King Kazimierz, he allowed them to settle in Poland in great numbers and protected them as people of the king.
Another Polish king, Sigmund II Augustus, issued another invitation. Here is an excerpt from his edict, granting the Jews permission to open a yeshiva at Lublin, dated August 23, 1567:
"As a result of the efforts of our advisors and in keeping with the request of the Jews of Lublin we do hereby grant permission to erect a yeshiva and to outfit said yeshiva with all that is required to advance learning. All the learned men and rabbis of Lublin shall come together for among their number they shall choose one to serve as the head of the yeshiva. Let their choice be a man who will magnify Torah and bring it glory."
GOLDEN AGE OF POLISH JEWRY
In Poland, the Jews were allowed to have their own governing body called the Va'ad Arba Artzot, which was composed of various rabbis who oversaw the affairs of the Jews in eastern Europe. The Poles did not interfere with Jewish life and Jewish scholarship flourished.
Some important personalities of this period, which every student of Jewish history should remember, were:
Rabbi Moshe Isserles (1525-1572), from Krakow, also known as the Rema. After the Sephardi rabbi Joseph Karo wrote the Shulchan Aruch, the code of Jewish Law, Rabbi Isserles annotated it to fill in the rabbinic decisions from Eastern Europe. His commentary was, and continues to be, critically important in everyday Jewish life.
Rabbi Ya'akov Pollack (1455-1530), from Krakow. He opened the first yeshivah in Poland and was later named the chief rabbi of Poland. He developed a method of learning Talmud called pilpul, meaning "fine distinctions." This was a type of dialectical reasoning that became very popular, whereby contradictory facts or ideas were systematically weighed with a view to the resolution of their real or apparent contradictions.
Rabbi Yehudah Loewe, (1526-1609), not from Poland but important to Eastern European Jewry. He was known as the Maharal of Prague and was one of the great mystical scholars of his time. He has been credited with having created the golem, a Frankenstein figure, a living being without a soul.
Along with the growth in Torah scholarship came population growth. In 1500 there were about 50,000 Jews living in Poland. By 1650 there were 500,000 Jews. This means that by the mid 17th century about majority of the Jewish population of the world was living in Poland!
Where did these Jews settle within Poland?
Jews were generally urban people as they were historically not allowed to own land in most of the places they lived. However, they also created their own farm communities called shtetls. Although we tend to think of the shtetl today as a poor farming village (like in Fiddler on the Roof), during the Golden Age of Polish Jewry many of these communities were actually quite prosperous. And there were thousands of them.
The Jews in these independent communities spoke their own language called Yiddish. Original Yiddish was written in Hebrew letters and was a mixture of Hebrew, Slavic, and German. (Note that Yiddish underwent constant development and "modern" Yiddish is not like the "old" Yiddish which first appeared in the 13th century, nor "middle" Yiddish of this period of time.) Overall, the Jews did well, working alongside Polish and Ukrainian Christians
How many African Americans till the 20th century were able to do so?
Jews came to Poland on their own will, to the country of great opportunity. They found shelter from the hostilities of Western Europe, stayed in and prospered, had representatives in the Polish parliament, and had the freedom of expressing their religion and customs. In some towns of Eastern Poland, Jews accounted for more than 50% of the occupants. They were respected citizens. So, how could this be possible if the country was anti-Semitic, as it is widely presented in the book by Jan Tomasz Gross?
Polish Jews enjoyed equal rights and full protection of the law under the Polish government. The laws changed under the rule of Prussia, Russia, and Austria. But we need to keep in mind that it also affected Poles as well. Their situation improved again after WWI when the Polish government was reestablished.
Why, between the wars, was the Jewish population growing 6 times faster than the Christian population, if the alleged anti-Semitism took place?
The only prejudice that you can accuse Polish people of is to be anti-Communist. Marek Edelman, the last leader of the Warsaw Ghetto Uprising, who still lives in Poland, said: "It is not a Jew who is the enemy, it is an enemy who is Jewish." I'm sorry to destroy the beautiful image of the peaceful and innocent Jewish people but at the time of the massacre it was well known that there were "informers," "observers," "advisors," or in plain English "Soviet collaborators" among Jews then and through the war and after.
Those did not see the wrong they were doing, the comfort came from accepting a different way of thinking. They considered themselves Poles or Polish Jews before the war, now comfortably became only Jews, so there were no ties of loyalty to Poland or to the Polish people. Collaborators gave away Poles and Jews as well (Jakub Berman as an example).
But this would be too difficult to understand for us who - for decades - were fed on anti-Polish propaganda. The same propaganda that the Nazis and later the Soviets used and which is now being repeated with a nauseating consistency by the American press.
It is the backwardness of American Jews to prefer that stereotype. I was hoping that with the raising of the Iron Curtain, the flow of information about Poland would be available to the average American reader and TV viewer. Unfortunately, that did not happen. We rather prefer to publish such articles as the one in El Pais. Also, hiding Polish accomplishments from the public only adds to the image of the Poles as some primitive tribe. The fact that Poland's economy is one of fastest growing in Europe is a thorn in the eye for some. The anti-Polish sentiment spreads to minimize their success. We already forgot who first faced the Soviet power and fought Communism. And last, but not least, the public does not know that presently Poland and Israel have a very good relationship.
We must not forget that Poland was not only a victim during WWII but only recently freed herself from under Soviet occupation. We should remember that Communism in Poland was FORCED upon its people, that Soviets placed Jews on high positions, which triggered atrocities. There is no perfect nation in the world – there are always honorable citizens and there is scum in all of them. But it seems that we only find the bad in Poles and all the good in Jews. For[AB1] a well-balanced story, the authors should mention what Soviet Jews did to Poles (Koniuchy massacre) and the fact that – out of 34 countries altogether – the Poles are those who have the biggest number of trees at Yad Vashem.
I guess American Jews don't rush to reveal some other information to the American public like: what were the Judenrat and the Jewish Police doing in the ghettos? Who took over the houses of Polish officers and their families in the east of pre-war Poland when they were taken to Siberia?
Do we inform that Poland's government was the only one in Nazi-occupied Europe to sponsor the organization to help Jews escaping the ghettos?
What did American Jews do to help their dying brothers?
In the American consciousness the Holocaust has become synonymous with Jewish history. Historical literature of the Holocaust has focused on the six million Jewish victims with the exclusion of the sixteen to twenty million Gentile (non-Jewish) victims.
We allow speculation on almost every aspect of Polish-Jewish relationship, never asking: "Why don't we speculate how many Jews would save Poles if the roles were reversed?"
For me, to have a different opinion is to risk being called an anti-Semite. An intelligent but objective Jewish person is called a "self-hating Jew". A "bystander" is someone who chose not to give his and his family's life for a strange, Jewish person.
Good things are happening in Poland .We don't rush to tell about the annual Jewish Festival in Krakow or about the opening of yet another Jewish school in Warsaw. Or even about the commemorating of the Warsaw Ghetto Uprising. We don't rush to tell about "Fiddler on the Roof" in Yiddish at the Jewish Theatre in Warsaw. Instead, we publish misleading stories about a music concert in Auschwitz (!?) and killings in Jedwabne. Why is that? American historians should stop wasting their ink only writing about alleged Polish anti-Semitism. Any atrocities toward Jews either occurred during Nazi or Soviet occupation or were triggered by revenge and greed, not to be mistaken with anti-Semitism. Also, to suggest that all Polish Jews are long gone is wrong, many prospered and became famous: actors (Holoubek, Zapasiewicz, Himilsbach, Rudzki), movie critics (Waldorf), writers (Tuwim), philosophers and editors (Michnik), politicians (Mazowiecki, Suchocka), musicians (Szpilman, Zimmerman), heart surgeons (Marek Edelman), athletes (Kirszenstein a.k.a. Szewinska), singers (Szmeterling a.k.a. Jantar). Some Polish Jews just recently became interested in their religion; Jewish schools are reopening, while the synagogues, museums, and Jewish cultural institutes have always been present in Poland's cultural life. Positive Jewish characters are in every Polish classic; there are streets named after Jewish heroes; monuments accommodate their heroism and their tragedy. All this does not seem like an anti-Semitic country, does it? But it will stay in the American media, as long as we allow it to.


Polish Woman Sendler Irena Mother of the Holocaust Children
Irena Sendler: WWII Rescuer and Hero
by Peter K. Gessner
Irena Sendler
Irena Sendler was born in 1910. Her father was a socialist and a doctor in Otwock, a town some 15 miles southeast of Warsaw. Most of his patients were Jewish.
In October 1942, when in German-occupied Poland the Council for Aid to Jews - codename "Zegota" - was organized by the Polish Underground, Sendler was one of its first recruits. Thirty-two years old, she was at the time a Senior Administrator in the Warsaw Welfare Department. She had already been very involved in helping Jews before the Germans set up the Jewish Ghetto. She became the director of the Childrens Section of Zegota using the codename: Jolanta.
Sendler had already been helping Jews well before becoming the founding of Zegota. Her Welfare Department operated canteens for orphans, poor people and the destitute in every district of the city. Jews, whose bank accounts, real estate and property had been quickly confiscated by the Germans, found themselves among the ranks of the poor, yet by German edict were denied all forms of assistance. Sendler, having recruited at least one co-worker, or more correctly, co-conspirator from each of the ten centers of the Welfare Department, strove to find ways to circumvent the German edicts. Jewish families were registered under fictitious Christian names, were registered for short periods a tenants and to prevent inspections, their families were reported as being afflicted with such highly infectious diseases as typhus and tuberculosis. When the Ghetto was sealed, however, 90% of the 3000 Jews that were being helped through her efforts, ended up behind its walls.
Irena Sendler receiving the In the Service of Health medal from Poland's Minister of Health. Warsaw, October 1958
To be able to enter the Ghetto, she managed to obtain for herself and her co-conspirator, Irena Schultz, official passes from doctors in Warsaws Epidemic Control Department that allowed them to legally entre the Ghetto. They visited the Ghetto daily, reestablished contacts and brought themselves or arrange for others to bring to the Ghetto food, medicines, money and clothing. However, given the terrible conditions in the Ghetto, where 5,000 people were dying a month from starvation and disease, the two decided to help people, particularly children, to get out of the Ghetto. This was no easy task. Moreover it got more difficult as time went on and the Germans sealed the various avenues - underground passages, holes in the Ghetto wall, etc. - that were used in the process. Some guards could be bribed, and children could and sometimes were thrown over the Ghetto wall.
For Sendler, a young mother herself, persuading parents to part with their children was in itself a horrendous task. Finding families on the Christian - so called Aryan side - willing to shelter the children, and thereby willing to risk being executed if the Germans ever found out, was also not easy. As a rule, the children were first placed in a temporary shelter, then to a foster home after they had somewhat recovered from their period of destitution. There was also a need to wait for them to receive from the Polish Underground false identity papers that were good enough to pass German muster. Each child had to be provided with a factitious birth and baptismal certificate and a family history of parents, siblings, aunts and uncles, etc. which the children, if old enough, had to commit to memory. Sendler carefully noted, in coded form, the childrens original names and their new identities and buried the information in glass jars in a garden so that at some point in the future they could be returned to their parents, or at least know who they had been. In all Sendler, her jars contained the names of 2,500 children.
On October 20, 1943 Sendler was arrested by the Gestapo. Although subjected to beatings and torture during which both of her feet and legs were broken, but not her spirit: she revealed nothing. Never again would she be able to walk without crutches. Sentenced to death, she was rescued by Zegota which, fearful that she would break down and reveal the location of the children, managed to bribe a guard to check off her name on a list of those already executed. As a result, she was listed on public bulletin boards as among those on whom a sentence of death had been carried out.
Rescued, she had to assume a completely new identity and liver an entirely new life. She could not visit her dying mother, nor attend her funeral. But she did again become deeply involved in the work of Zegota and after the war was able to give the childrens whos who identify information to the Central Committee of Polish Jews.
In the post-war period she again immersed herself in the area of Social Welfare, working in the Ministry of Health. Having been in the Polish Underground was not looked upon with favor by Polands communist masters. Though she was never arrested by the Communist authorities, she was threatened that her children was not be allowed to have access to higher education.
In 1965 she accorded the title of Righteous Among the Nations by the Yad Vashem organization in Jerusalem and in 1991 she was made an honorary citizen of Israel. Interviewed in 1995 on camera in a 40-minute French documentary by Polish-born writer and film-maker Marek Halter, Sendler, her squinty, blue eyes awash with tears, recounted how she smuggled Jewish children out of the Warsaw Ghetto in an ambulance. In the front seat, a dog barked loudly to drown out the cries of her small passengers. Still visited by some of Jews she saved, ``I could have done more,'' she said. ``This regret will follow me to my death.''
Now 91 years old and confined to a wheelchair she continues to live in Warsaw where in May, 2001 she was visited by a group of four high school students from a rural school in Uniontown, Kansas. The students, accompanied by their parents and history teacher, came to meet the person whose life story inspired then to create a prize-winning dramatic presentation "Life in a Jar." The presentation, seen in many venues in the United States and popularized by National Public Radio, C-SPAN and CBS has brought Sendlers story of great courage and dedication to a wider public.
-----------------------------------------------------------------------
On August 22, 1939, a week before his attack on Poland, Hitler exhorted his nation: "Kill without pity or mercy all men, women and children of Polish descent or language. Only in this way can we obtain the living space we need." As many as 200,000 Polish children, deemed to have "Germanic" (Aryan) features, were forcibly taken to Germany to be raised as Germans, and had their birth records falsified. Very few of these children were reunited with their families after the war.
More than 500 towns and villages were burned, over 16 thousand persons, mostly Polish Christians, were killed in 714 mass executions, of which 60% were carried out by the Wehrmacht (German army) and 40% by the SS and Gestapo. In Bydgoszcz the first victims were boy scouts from 12 to 16 years old, shot in the marketplace. All this happened in the first eight weeks of the war. See Richard C. Lucas, The Forgotten Holocaust; The Poles under German Occupation. Lexington: The University Press of Kentucky [c1986].
In the East, the Russians, collaborating with the Germans (Hitler-Stalin Pact of Aug. 23, 1939) attacked Poland on September 17, 1939, and occupied the eastern part of Poland until June 1941. Massive killings followed, among them 21,857 officers, mostly reserve members of the army, police and frontier guards, whose bodies were found later in Katyn, Miednoye, Kharkov and Tver. Other bodies from these massacres have never been found. About two million Poles, mostly members of the intelligentsia, were deported to Siberia or to Kazakhstan in North and Central Asia. More than half never returned; thousands were killed in the fighting and over 452,000 became POWs in Soviet Russia. Poland disappeared from the European map, divided between Third Reich and the Soviet Union.
Out of its pre-war population of 36 million, Poland lost 22%, the highest percentage than any other country in Europe. The heaviest losses were sustained by educated classes, youth and democratic forces that could challenge totalitarianism later on. See I. C. Pogonowski, Poland: A Historical Atlas. New York, Hippocrene Books, 1987.
According to the German AB Plan, Poles were to become a people without education, slaves for the German overlords. Secondary schools were closed; studying, keeping radios, or weapon of any kind, or practicing any kind of trade were prohibited under the threat of death.
In 1988, the public prosecutor, Waclaw Bielawski, from the Main Commission for Investigation of Crimes Against the Polish Nation, issued a list of 1,181 names of Poles who had been killed for helping Jews during World War II. In 1997, the Main Commission – The Institute of National Memory and The Polish Society for The Righteous Among the Nations in Warsaw, published Part III in the series Those Who Helped: Polish Rescuers of Jews during the Holocaust. It reduced the list of 1,181 names to only 704, by accepting only those whose accounts could be independently corroborated and verified fifty years later. The publication also included the names of more than 5,400 Poles, who have been recognized by the Israeli Yad Vashem Institute – The Holocaust Martyrs’ and Heroes’ Remembrance Authority in Jerusalem, as “Righteous Among the Nations.” About 17,000 people of 34 nationalities were similarly honored. In Western Europe the automatic death sentence for help rendered to Jews did not exist, and applying it to a whole family or neighbors was unthinkable. The reign of terror that was organized in Poland was completely unique, and unimaginable in the West.
Those who were executed are not usually recognized as “Righteous”. They were generally murdered with the Jews they harbored, so there were no Jewish witnesses, while the Polish witnesses were not taken into consideration. Only in very rare cases (25 that were known in 1999), when a Jew managed to escape death and lived long enough to make the proper deposition in an Israeli consulate or at Yad Vashem (the State Tribunal of Israel) in Jerusalem, could the rescuers be recognized as “Righteous Among the Nations.”
Saving Jews was very difficult, as about 85% of Poland’s Jews either did not speak Polish or spoke a dialect. In many cases, Jews were easily distinguished by their appearance.
Poland, under the Soviet-imposed communist regime that lasted from 1948 until 1989, was cut from the West. Poles lost contact with the Jewish persons they saved, most of whom left the country. Many Polish Jews changed their names, either under the occupation or after settling abroad. Furthermore, it was dangerous to maintain correspondence with the West. Many of the rescuers also changed their addresses, due to the massive migration from the eastern part of the country, incorporated into the Soviet Union, to the western territories that were taken from Germany after the war.
The stories of the rescuers are a shining example of the most selfless sacrifice, surpassing in its heroism that of all the soldiers on the battlefield, whom we commemorate each November. In fact the soldier must fight; he cannot refuse. He is supported by the entire military organization and his efforts are mostly limited to battles that have a clear beginning and an end. He is paid and given the food, supplies and weapons that he needs.
Rescuers of Jews in Poland – on the other hand – were completely alone, often deprived of their pre-war means of livelihood, expelled from their farms, factories, businesses, offices and even homes, most of them living in dire poverty. For ome of them it was virtually impossible to earn a living. They were under no legal obligation to risk their own lives and, even more, the lives of their families and neighbors. Their help most often lasted days and nights, weeks, months, even years, always in secret, and always in the risk of discovery.
And what about the Polish woman, 95-year-old Irena Sendlerowa, who is credited with saving the lives of 2,500 Jews? Sendlerowa led about 20 helpers who smuggled Jewish children out of the Warsaw Ghetto to safety between 1940 and 1943, placing them in Polish families, convents or orphanages.
She wrote the children's names on slips of paper and buried them in jars in a neighbor's yard as a record that could help locate their parents after the war. The Nazis arrested her in 1943, but she refused - despite repeated torture - to reveal their names.
Anyone caught helping Jews in Nazi-occupied Poland risked being instantaneously shot, along with family members.
Even now, more than half a century after the end of the war, questions are still being asked: What was the Polish nation's response to the unfolding Jewish Tragedy? Did the Poles try to help the Jews? How much help could have been actually offered in view of the rigours imposed by German Occupation? Such questions call for a well-considered response based on historical facts.
Poland was the only country in occupied Europe where - throughout the duration of the war - a secret organisation existed whose express purpose was to help the Jews and find, at least for some of them, a place of safety. Initially coordinated by several committees, in December 1942 this action culminated in the creation of the Relief Council for Jews in Poland, code name 'Zegota'.
'Zegota' (1) organised financial aid and medical care for the Jews hiding on the 'Aryan side', and procured for them forged identity documents. 'Zegota' was successful in providing accommodation for many. This presented an extremely difficult problem as discovery of a person of Jewish origin on the premises resulted in an immediate execution of all the occupants.
E. Ringelblum (2) describes hundreds of such cases.
Some 2500 Jewish children from Warsaw were saved by 'Zegota' by placing them either with catholic Polish foster-families or in orphanages run by convents or local councils. Also, help in the form of money, food and medicines was organised by 'Zegota' for the Jews in several forced-labour camps in Poland.
As soon as the Jewish Tragedy became apparent, the Polish Government-in-Exile, the Underground State and Polish diplomacy embarked on a massive campaign, informing the free world of the plight of the Jews. Efforts were made to obtain help for them from the Allied Governments, the Vatican and from various organisations in the Allied countries. There were countless broadcasts, articles in the press, organised meetings, approaches to Allied leaders and governments in which the Free Polish leaders, ministers, politicians and diplomats over and over again informed that a crime of genocide was being committed by the Germans against the Jews. (3). The full story of the Jewish Tragedy was brought to the Allied countries by special couriers from the Polish Resistance, one of them gaining access to the inside of the Warsaw Ghetto and to a death camp. The couriers tried to persuade the Allies and the Jewish organisations that there was a real danger and urgency to help the Jews. Unfortunately the efforts of the Poles were in vain. The Allies were too busy with the on-going war to consider the plight of the Jews in Poland. The Jewish organisations in the free world could not bring themselves to believe the Polish reports - they thought it was all an exaggeration.
So, where were the rich and influential Jews from New York and London? What did they do to help their folks? And so, one more time the same question appears: HOW DARE Mrs. Pilar Rahola and El Pais atack Polish people and Poland?
The military wing of the Polish Underground State, the Home Army, tried to involve the Jewish organisations in Poland in resistance activities. At first, there was much reluctance on their part to participate. However, in 1942 the Jewish resistance movement began. The Home Army helped by providing military intelligence, communication with the Allies and eventually by providing some weapons, explosives and military expertise for the fighters in the Warsaw Ghetto Uprising (4).
It is worth noting here that Yad Vashem, the Holocaust Martyrs' and Heroes Remembrance Authority, has recently expressed both thanks and appreciation to the special unit of the 'Zoska' Battalion of the Polish Home Army, which in August 1944 captured the Warsaw Concentration Camp, the so-called 'Gesiowka', liberating 348 prisoners, Polish and European Jews.
Now, what about the ordinary Polish people - were they prepared to offer help to the Jews? At the early stage of Poland's occupation the Jews were selected for special treatment by the Occupant. This meant gradual isolation, degradation, starvation and eventual denial of the right to life for all Polish Jews.
Poland was the only country in all of Nazi-occupied Europe with death penalty for sheltering Jews. Germans knew how sympathetic Poles were to Polish Jews and in that way they could get rid of them both. Entire families, sometimes whole towns were murdered for sheltering Jews. Besides, 75% of the Jewish popiulation spoke only Yiddish, which later became a problem for those who wanted to be saved and pretend to be Poles.
The harsh reality of life for the rest of Poland's population was that everybody was preoccupied with the constant struggle for survival. To find work, to obtain enough food and other necessities of life - all these were of utmost importance to very many. Furthermore, there was the constant fear of being arrested and sent to a concentration camp, to forced labour in Germany, or to be taken as a hostage for public execution by a firing squad or hanging.
Three million Poles and three million Polish Jews perished as a result of the German occupation. Poland was the only country in occupied Europe where giving any kind of help to the Jews resulted in a collective execution of the helper and his or her family. Under such circumstances it would require a person of a special kind of courage and love of humanity to offer help to a Jew. How many saints would one find in any given community? How many such people would we find in Western Europe in the times of war? And yet there were Polish people who did help. It has always been difficult to establish the exact number of helpers, but some idea of that number can be gleaned from the Yad Vashem list of the 'Righteous among the Nations' (1). The list, as of 1st January 1997, gives the names of 14,706 persons from 34 nationalities who helped the Jews. 4,954 of them are Polish helpers. Among them are listed 11 catholic clergymen and 18 nuns. Only three organisations are honoured by Yad Vashem, one being the Polish organisation 'Zegota'. It is likely that - as research into the role of the Polish people in the Holocaust continues - the list of Polish names will grow.
Those listed are the helpers who survived and their heroism was verified by those whom they helped. But there were many who paid the ultimate price. In most cases those whom they were trying to help perished with them. The publication 'Those who helped' (1) lists 704 Poles who were killed because they helped the Jews. Places and dates are also given of mass executions by the Germans (the so-called pacifications of villages) of a further 143 Poles who rendered help to the Jews. To obtain and verify the names of those helpers who perished presents an even more difficult problem. Inevitably there will remain a large number of unknown heroes.
One can finally ask: Was the help given to the Jews of some significance? Stewart Steven, who in his book 'The Poles' (5), gives an extensive account of Polish-Jewish relations, offers the following conclusion: 'Maybe Poland could have done more for its Jewish population, but then so could every country of occupied Europe. The record shows that the Poles did more than most'.
So, what can we say about Poles, mostly Roman Catholic, who risked their own lives to save Jews from the Holocaust in Nazi-occupied Poland? But it is fair to say that rescuers came from every religious background: Protestant and Catholic, Eastern Orthodox and Muslim.
What about the fact that - despite the overwhelming and deadly idea of antisemitism in the Third Reich - there were a large number of individuals and organizations (such as Zygota in Poland) that risked (and sometimes lost) their lives in the effort to save Jews? They saved thousands of Jewish children from the Nazi, smuggled them out of the Warsaw Getto and hid with Polish families?
What about Jan Karski, a courier for the Polish government-in-exile, who alerted British and American politicians to Nazi plans to murder the Jews? After an unsuccessful attempt in Great Britain, he went to the United States to give all the proof of the Holocaust to the US President and the US Congress.
Finally, what about the Jewish collaborators with the communist regime under Stalin in eastern part of Poland after the 1939 Russia aggression?
Where is your journalistic code of ethics and – at least – common sence? Such articles as the one by Mrs. Pilar Rahola contribute even more to the ever-present anti-Polonism in the American and European media. Besides, it is too difficult to understand when the reader is not provided with wider information and truthful publications.
The double standards are evident by calling an event, such as the one in Jedwabne, an act of anti-Semitism, while burning a synagogue in Worcester, Mass in the United States was called "an act of vandalism", and a shooting in the Jewish Children Center in California - "an act of a mad man". If such acts took place in Poland, surely they would have been called anti-Semitic. American patriotism applied to Poles changes into nationalism.
For 1000 years, Poland had been the spiritual and religious center of Jewish Diaspora and produced one of the greatest world centers of Talmudic studies. 300 papers in Hebrew were published in Warsaw alone. Jews, unlike Blacks in America, were not forced to settle in Poland; they prospered, attended colleges and universities, owned factories, etc.
As early as in 1264, King Boleslav of Poland issued a charter inviting the Jews there. The charter was an amazing document, granting Jews unprecedented rights and privileges. For example, it stated that::
"The testimony of a Christian alone may not be admitted in a matter which concerns the money or property of a Jew. In every such incidence there must be the testimony of both a Christian and a Jew. If a Christian injures a Jew in any which way, the accused shall pay a fine to the royal treasury."
"If a Christian desecrates or defiles a Jewish cemetery in any which way, it is our wish that he be punished severely as demanded by law."
"If a Christian should attack a Jew, the Christian shall be punished as required by the laws of this land. We absolutely forbid anyone to accuse the Jews in our domain of using the blood of human beings."
"We affirm that if any Jew cry out in the night as a result of violence done to him, and if his Christian neighbors fail to respond to his cries and do not bring the necessary help, they shall be fined."
"We also affirm that Jews are free to buy and sell all manner of things just as Christians, and if anyone hampers them, he shall pay a fine."
Polish King Kazimierz was favorably disposed towards Jews. On October 9, 1334, he confirmed the privileges granted to Jewish Poles in 1264 by Boleslav V. Under penalty of death, he prohibited the kidnapping of Jewish children for the purpose of enforced Christian baptism. He inflicted heavy punishment for the desecration of Jewish cemeteries. And although Jews had lived in Poland since before the reign of King Kazimierz, he allowed them to settle in Poland in great numbers and protected them as people of the king.
Another Polish king, Sigmund II Augustus, issued another invitation. Here is an excerpt from his edict, granting the Jews permission to open a yeshiva at Lublin, dated August 23, 1567:
"As a result of the efforts of our advisors and in keeping with the request of the Jews of Lublin we do hereby grant permission to erect a yeshiva and to outfit said yeshiva with all that is required to advance learning. All the learned men and rabbis of Lublin shall come together for among their number they shall choose one to serve as the head of the yeshiva. Let their choice be a man who will magnify Torah and bring it glory."
GOLDEN AGE OF POLISH JEWRY
In Poland, the Jews were allowed to have their own governing body called the Va'ad Arba Artzot, which was composed of various rabbis who oversaw the affairs of the Jews in eastern Europe. The Poles did not interfere with Jewish life and Jewish scholarship flourished.
Some important personalities of this period, which every student of Jewish history should remember, were:
Rabbi Moshe Isserles (1525-1572), from Krakow, also known as the Rema. After the Sephardi rabbi Joseph Karo wrote the Shulchan Aruch, the code of Jewish Law, Rabbi Isserles annotated it to fill in the rabbinic decisions from Eastern Europe. His commentary was, and continues to be, critically important in everyday Jewish life.
Rabbi Ya'akov Pollack (1455-1530), from Krakow. He opened the first yeshivah in Poland and was later named the chief rabbi of Poland. He developed a method of learning Talmud called pilpul, meaning "fine distinctions." This was a type of dialectical reasoning that became very popular, whereby contradictory facts or ideas were systematically weighed with a view to the resolution of their real or apparent contradictions.
Rabbi Yehudah Loewe, (1526-1609), not from Poland but important to Eastern European Jewry. He was known as the Maharal of Prague and was one of the great mystical scholars of his time. He has been credited with having created the golem, a Frankenstein figure, a living being without a soul.
Along with the growth in Torah scholarship came population growth. In 1500 there were about 50,000 Jews living in Poland. By 1650 there were 500,000 Jews. This means that by the mid 17th century about majority of the Jewish population of the world was living in Poland!
Where did these Jews settle within Poland?
Jews were generally urban people as they were historically not allowed to own land in most of the places they lived. However, they also created their own farm communities called shtetls. Although we tend to think of the shtetl today as a poor farming village (like in Fiddler on the Roof), during the Golden Age of Polish Jewry many of these communities were actually quite prosperous. And there were thousands of them.
The Jews in these independent communities spoke their own language called Yiddish. Original Yiddish was written in Hebrew letters and was a mixture of Hebrew, Slavic, and German. (Note that Yiddish underwent constant development and "modern" Yiddish is not like the "old" Yiddish which first appeared in the 13th century, nor "middle" Yiddish of this period of time.) Overall, the Jews did well, working alongside Polish and Ukrainian Christians
How many African Americans till the 20th century were able to do so?
Jews came to Poland on their own will, to the country of great opportunity. They found shelter from the hostilities of Western Europe, stayed in and prospered, had representatives in the Polish parliament, and had the freedom of expressing their religion and customs. In some towns of Eastern Poland, Jews accounted for more than 50% of the occupants. They were respected citizens. So, how could this be possible if the country was anti-Semitic, as it is widely presented in the book by Jan Tomasz Gross?
Polish Jews enjoyed equal rights and full protection of the law under the Polish government. The laws changed under the rule of Prussia, Russia, and Austria. But we need to keep in mind that it also affected Poles as well. Their situation improved again after WWI when the Polish government was reestablished.
Why, between the wars, was the Jewish population growing 6 times faster than the Christian population, if the alleged anti-Semitism took place?
The only prejudice that you can accuse Polish people of is to be anti-Communist. Marek Edelman, the last leader of the Warsaw Ghetto Uprising, who still lives in Poland, said: "It is not a Jew who is the enemy, it is an enemy who is Jewish." I'm sorry to destroy the beautiful image of the peaceful and innocent Jewish people but at the time of the massacre it was well known that there were "informers," "observers," "advisors," or in plain English "Soviet collaborators" among Jews then and through the war and after.
Those did not see the wrong they were doing, the comfort came from accepting a different way of thinking. They considered themselves Poles or Polish Jews before the war, now comfortably became only Jews, so there were no ties of loyalty to Poland or to the Polish people. Collaborators gave away Poles and Jews as well (Jakub Berman as an example).
But this would be too difficult to understand for us who - for decades - were fed on anti-Polish propaganda. The same propaganda that the Nazis and later the Soviets used and which is now being repeated with a nauseating consistency by the American press.
It is the backwardness of American Jews to prefer that stereotype. I was hoping that with the raising of the Iron Curtain, the flow of information about Poland would be available to the average American reader and TV viewer. Unfortunately, that did not happen. We rather prefer to publish such articles as the one in El Pais. Also, hiding Polish accomplishments from the public only adds to the image of the Poles as some primitive tribe. The fact that Poland's economy is one of fastest growing in Europe is a thorn in the eye for some. The anti-Polish sentiment spreads to minimize their success. We already forgot who first faced the Soviet power and fought Communism. And last, but not least, the public does not know that presently Poland and Israel have a very good relationship.
We must not forget that Poland was not only a victim during WWII but only recently freed herself from under Soviet occupation. We should remember that Communism in Poland was FORCED upon its people, that Soviets placed Jews on high positions, which triggered atrocities. There is no perfect nation in the world – there are always honorable citizens and there is scum in all of them. But it seems that we only find the bad in Poles and all the good in Jews. For[AB1] a well-balanced story, the authors should mention what Soviet Jews did to Poles (Koniuchy massacre) and the fact that – out of 34 countries altogether – the Poles are those who have the biggest number of trees at Yad Vashem.
I guess American Jews don't rush to reveal some other information to the American public like: what were the Judenrat and the Jewish Police doing in the ghettos? Who took over the houses of Polish officers and their families in the east of pre-war Poland when they were taken to Siberia?
Do we inform that Poland's government was the only one in Nazi-occupied Europe to sponsor the organization to help Jews escaping the ghettos?
What did American Jews do to help their dying brothers?
In the American consciousness the Holocaust has become synonymous with Jewish history. Historical literature of the Holocaust has focused on the six million Jewish victims with the exclusion of the sixteen to twenty million Gentile (non-Jewish) victims.
We allow speculation on almost every aspect of Polish-Jewish relationship, never asking: "Why don't we speculate how many Jews would save Poles if the roles were reversed?"
For me, to have a different opinion is to risk being called an anti-Semite. An intelligent but objective Jewish person is called a "self-hating Jew". A "bystander" is someone who chose not to give his and his family's life for a strange, Jewish person.
Good things are happening in Poland .We don't rush to tell about the annual Jewish Festival in Krakow or about the opening of yet another Jewish school in Warsaw. Or even about the commemorating of the Warsaw Ghetto Uprising. We don't rush to tell about "Fiddler on the Roof" in Yiddish at the Jewish Theatre in Warsaw. Instead, we publish misleading stories about a music concert in Auschwitz (!?) and killings in Jedwabne. Why is that? American historians should stop wasting their ink only writing about alleged Polish anti-Semitism. Any atrocities toward Jews either occurred during Nazi or Soviet occupation or were triggered by revenge and greed, not to be mistaken with anti-Semitism. Also, to suggest that all Polish Jews are long gone is wrong, many prospered and became famous: actors (Holoubek, Zapasiewicz, Himilsbach, Rudzki), movie critics (Waldorf), writers (Tuwim), philosophers and editors (Michnik), politicians (Mazowiecki, Suchocka), musicians (Szpilman, Zimmerman), heart surgeons (Marek Edelman), athletes (Kirszenstein a.k.a. Szewinska), singers (Szmeterling a.k.a. Jantar). Some Polish Jews just recently became interested in their religion; Jewish schools are reopening, while the synagogues, museums, and Jewish cultural institutes have always been present in Poland's cultural life. Positive Jewish characters are in every Polish classic; there are streets named after Jewish heroes; monuments accommodate their heroism and their tragedy. All this does not seem like an anti-Semitic country, does it? But it will stay in the American media, as long as we allow it to.
Thursday, March 27, 2008
Sprawy morskie - sprawy polskie - rybołówstwo bałtyckie
Saturday, March 15, 2008
Polacy w USA za Referendum wszystkich Polakow w sprawie Traktatu Europeskiego.
Polacy w USA za Referendum wszystkich Polakow w sprawie Traktatu Europeskiego. Jaka przyszłość Polski? red. Jan Maria Jackowski (2008-03-12) Aktualności dnia słuchajzapisz
Traktat Lizboński a ekonomiaprof. Andrzej Kaźmierczak (2008-03-12)Aktualności dniasłuchajzapiszZobacz również inne publikacje związane z tym tematem: AUDYCJE:Polski Punkt Widzenia: ratyfikacja Traktatu Lizbońskiego - [2008-03-12]pos. Przemysław Gosiewski, Marek JurekW Sejmie trwa dyskusja nad Traktatem Lizbońskiem - [2008-03-12]Marek JurekJaka przyszłość Polski? - [2008-03-12]red. Jan Maria JackowskiTraktat Lizboński a ekonomia - [2008-03-12]prof. Andrzej KaźmierczakPiS debatuje nad Traktatem Lizbońskiem - [2008-03-12]pos. Zbigniew GirzyńskiTrwa kampania na rzecz referendum w sprawie ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego - [2008-03-12]pos. Urszula KrupaObraz rodziny w Traktacie Lizbońskim - [2008-03-11]mec. Elżbieta Barys, red. Jan Maria JackowskiRatyfikacja Traktatu Lizbońskiego sprawdzianem dla PiS - [2008-03-11]red. Stanisław MichalkiewiczTraktat lizboński - [2008-03-03]mec. Stefan Hambura, poseł Antoni MacierewiczARTYKUŁY:Jak by tu się odróżnić od Platformy - [2008-03-13]Test wiarygodności dla PiS - [2008-03-11]Niektóre skutki wprowadzenia w życie Traktatu z Lizbony - [2008-03-08]Karta Praw Podstawowych Unii Europejskiej - [2008-02-29]
Traktat Lizboński a ekonomiaprof. Andrzej Kaźmierczak (2008-03-12)Aktualności dniasłuchajzapiszZobacz również inne publikacje związane z tym tematem: AUDYCJE:Polski Punkt Widzenia: ratyfikacja Traktatu Lizbońskiego - [2008-03-12]pos. Przemysław Gosiewski, Marek JurekW Sejmie trwa dyskusja nad Traktatem Lizbońskiem - [2008-03-12]Marek JurekJaka przyszłość Polski? - [2008-03-12]red. Jan Maria JackowskiTraktat Lizboński a ekonomia - [2008-03-12]prof. Andrzej KaźmierczakPiS debatuje nad Traktatem Lizbońskiem - [2008-03-12]pos. Zbigniew GirzyńskiTrwa kampania na rzecz referendum w sprawie ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego - [2008-03-12]pos. Urszula KrupaObraz rodziny w Traktacie Lizbońskim - [2008-03-11]mec. Elżbieta Barys, red. Jan Maria JackowskiRatyfikacja Traktatu Lizbońskiego sprawdzianem dla PiS - [2008-03-11]red. Stanisław MichalkiewiczTraktat lizboński - [2008-03-03]mec. Stefan Hambura, poseł Antoni MacierewiczARTYKUŁY:Jak by tu się odróżnić od Platformy - [2008-03-13]Test wiarygodności dla PiS - [2008-03-11]Niektóre skutki wprowadzenia w życie Traktatu z Lizbony - [2008-03-08]Karta Praw Podstawowych Unii Europejskiej - [2008-02-29]
Subscribe to:
Comments (Atom)
